środa, 3 maja 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 2

            Następny dzień, szczęśliwie nie był tak upalny jak poprzedni. Draco jak co rano siedział na tarasie Malfoy Manor, paląc papierosa.
         - Wciąż trujesz się tym mugolskim świństwem Smoku? - zapytał Blaise, zajmując miejsce obok przyjaciela.
         - Muszę się jakoś przygotować na spotkanie z Granger - odparł Draco, zaciągając się używką. - Ta wredna jędza doprowadzi mnie do szału.
         - Oj nie narzekaj - zachichotał Zabini. - Ty przynajmniej będziesz miał na co popatrzeć, a nie to co ja. Zamiast jakieś ładnej dziewczyny przydzielili mi Bliznowatego.
         - Taaa, dziewczyny, chyba samicy bobra - prychnął blondyn.
         - Nie kłam, że nie zrobiła na tobie wrażenia. Jest dokładnie w twoim typie.
         - Wcale nie! - wykrzyknął z oburzeniem w głosie pan Malfoy, wyrzucając niedopałek i przydeptując go butem.
         - Myślisz, że nie widziałem jak zawsze wodziłeś za na nią wzrokiem?
         - Możesz się w końcu zamknąć Diable! Mam dosyć tej bezsensownej gadki.
         Blaise przewrócił oczami, ale już nic nie powiedział. Draco i tak wyglądał na rozjuszonego. Zerwał się z miejsca i wybiegł z domu. Na podjeździe jak zwykle czekał na niego ukochany motocykl. Założył kask, zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę, wsiadł na maszynę i odjechał z piskiem opon.

#########################################################

         Jak każdego dnia obudziło ją donośne miauczenie Krzywołapa, domagającego się jedzenia. Powoli wyczołgała się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Przez całą noc dręczyły ją myśli związane z blondwłosym arystokratą. Przewracała się z boku na bok, przypominając sobie wszystkie nieprzyjemne sytuacje z fretką w roli głównej. Od wyzwisk, poprzez złośliwe uwagi, kończąc na torturach Bellatriks. Na wspomnienie tego ostatniego jej blizna na przedramieniu ponownie dała o sobie znać. Aby zająć umysł czymś innym poszła do kuchni by nakarmić głodnego pupila.        
         Wiedząc, że nie będzie w stanie przełknąć dużego śniadania, zjadła jedynie tosta z odrobiną dżemu. Następnie ubrała się w roboczy strój, czyli białą koszulę oraz zestaw składający się z szarego żakietu i czarnej ołówkowej spódnicy. Na stopy założyła znienawidzone szpilki. Włosy, które szczęśliwie nie były już szopą, postanowiła zostawić rozpuszczone. Twarz przyozdobiła delikatnym makijażem.
         Tuż przed wyjściem przejrzała się w lustrze. Elegancki, schludny wygląd zawsze dodawał jej pewności siebie. Odetchnęła głęboko kilka razy, jeszcze raz przeczesała włosy i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

########################################################

         Przed wejściem do gabinetu czekała na nią poranna poczta. Otrzymała informację, że fretka powinna zjawić się u niej o 9:30. Spojrzała na zegar i odetchnęła z ulgą widząc, że ma jeszcze chwilę czasu na ogarnięcie biurka. Powoli zaczęła segregować teczki z papierami, kiedy przypadkiem trafiła na dokumentację Malfoya. Nie zastanawiając się w jaki sposób, trafiła na jej miejsce pracy jego kartoteka, postanowiła ją przejrzeć. Trafił na 3 lata do Azkabanu za bycie śmierciożercą, jego rodzice zostali zamordowani za zdradę przez fanatyków Voldemorta, nie przyczynił się do niczyjej śmierci... Zrobiło jej się wstyd. Dzień wcześniej bezpodstawnie nazwała go mordercą. Zagryzła wargę i odłożyła teczkę z powrotem na biurko.
         Chwilę później jej drzwi otworzyły się zamaszyście i do gabinetu wszedł Draco. Rozsiadł się na starej, zapadniętej kanapie, jednocześnie kładąc nogi na rozklekotanym stoliku kawowym. W jednej chwili Hermiona zapomniała o jakichkolwiek wyrzutach sumienia.
         - Powinnaś zainwestować w nowe meble Granger - powiedział arystokrata, uśmiechając się bezczelnie. - Używając obecnych, można nabawić się kalectwa.
Dziewczyna zacisnęła gniewnie usta.
         - Powinieneś nauczyć się kultury Malfoy - odburknęła. - Zdejmij kopyta ze stolika.
Blondyn zaśmiał się cicho, ale o dziwo wykonał polecenie. Jako arystokrata, mimo wszystko musiał dbać o maniery. W pewnym momencie rzuciła mu się w oczy, leżąca na biurku jego dokumentacja.
         - Widzę, że wciąż jesteś tak samo wścibska. Dowiedziałaś się o mnie czegoś ciekawego? - zapytał, sięgając po swoją teczkę. Hermiona postanowiła nie reagować na tę zaczepkę. Wzruszyła ramionami i zaczęła wypełniać formularz dotyczący kursu przygotowawczego dla aurorów.
         - Resztę musisz wypełnić ty - odezwała się po chwili milczenia dziewczyna. Podała kartkę i długopis Malfoyowi.
         Podczas, gdy wpisywał informacje w odpowiednie rubryki, miała chwilę na to, by przyjrzeć mu się dokładniej. Stwierdziła, że tak radykalna zmiana stylu wyszła mu na dobre. Zamiast mnóstwa szytych na miarę garniturów w jego szafie musiały teraz najwyraźniej gościć same skórzane kurtki i powycierane jeansy. Niegdyś bezlitośnie przylizane, platynowe włosy były teraz artystycznie roztrzepane. Cera miała wciąż bardzo blady odcień. Piękne, szare oczy, obecnie uważnie śledzące tekst, nadal hipnotyzowały
         - Wiem, że jestem zabójczo przystojny, ale nie musisz pożerać mnie wzrokiem  -  powiedział nagle blondyn, nie podnosząc spojrzenia znad kartki. Na policzkach dziewczyny pojawiły się rumieńce złości.
         - Chyba coś ci się przywidziało narcyzie - prychnęła.
         - I tak wiem, że ci się podobam - zaśmiał się, puszczając do Hermiony oczko i uśmiechając się bezczelnie. Gryfonka otworzyła usta z oburzenia, ale nic nie powiedziała.

##########################################################

         Kiedy dotarli do sali szkoleniowej, Blaise i Harry właśnie się pojedynkowali. Walka była niezwykle zaciekła. Powietrze co chwila przecinały ze świstem różnokolorowe, niewerbalne zaklęcia. W pewnym momencie szala zwycięstwa przechyliła się zdecydowanie na korzyść Gryfona i po chwili różdżka Ślizgona poszybowała prosto do ręki przeciwnika. Oboje ciężko dyszeli, a z ich włosów płynęły krople potu.
         - Teraz nasza kolej Malfoy - powiedziała Hermiona, zdejmując szpilki, aby przypadkiem nie runąć na podłogę podczas pojedynku. Stanęli naprzeciwko siebie w dość dużej odległości. Skinęli sobie delikatnie głowami i bez słowa zaczęli miotać w siebie zaklęciami.
         Nie minęły nawet 2 minuty od rozpoczęcia pojedynku, kiedy blondyn leżał na macie rozmasowując obolały tył głowy. Brązowowłosa natomiast dumnie obracała broń przeciwnika w palcach.
         - Co tak słabo? - spytała z udawaną troską w głosie, uśmiechając się złośliwie. - Czyżby pan czystokrwisty arystokrata zapomniał jak używa się czarów?
         - Trudno, żeby w Azkabanie ktoś pozwolił się pojedynkować - odburknął, próbując się pozbierać. Wyglądał na opanowanego, ale w rzeczywistości gotował się ze złości. Nienawidził przegrywać.

#######################################################

Mamy za sobą kolejny rozdział "Odcieni szarości". W najbliższym czasie możecie się spodziewać miniaturki ;-). Piszcie proszę w komentarzach co sądzicie  tej części. Wasze zdanie wiele dla mnie znaczy. <3
Pozdrawiam cieplutko, Zoe Collins 

poniedziałek, 1 maja 2017

SPAM

Jeśli ktoś ma ochotę polecić mi jakieś fajne blogi i opowiadania związane z serią o Harrym Potterze to serdecznie zapraszam do podawania linków w komentarzach. Oczywiście możecie pisać na temat swoich dzieł. Na pewno chętnie na nie zerknę. ;-)
                                                                                 
                                                                                 Pozdrawiam,

                                                                                   Zoe Collins