niedziela, 13 sierpnia 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 4

         Weszła do swojego gabinetu i usiadła za biurkiem. Ze strachem spojrzała na zegarek. Po wczorajszym incydencie przekonała się, że Malfoy wciąż jest tak samo nieobliczalny. Pobyt w Azkabanie najwyraźniej nie nauczył go pokory nawet w najmniejszym stopniu.
         Równo o 9:30 jej drzwi otworzyły się z głośnym hukiem. Podniosła głowę znad właśnie przeglądanych dokumentów.
         - Czy wszyscy ślizgoni nie potrafią pukać? - zapytała zirytowanym tonem, patrząc na Zabiniego, który właśnie wparował do gabinetu.
         - Wybacz Granger, ale śpieszę się na spotkanie z Potterem - odparł. - Chciałem tylko powiedzieć, że Draco się dzisiaj nie pojawi.
         - A co mu jest? - powiedziała zanim zdążyła ugryźć się w język. Przecież miała w głębokim poważaniu powód jego nieobecności. Prawda?
         - Nie czuje się najlepiej. Trochę przesadził z ognistą - odrzekł krzywiąc się lekko - No cóż, muszę się zbierać. Do zobaczenia.
         Pomachał jej ręką na pożegnanie i wyszedł. Hermiona odetchnęła z ulgą. Chociaż jeden dzień spokoju od tej tlenionej fretki. Odtańczyła mały "taniec radości" i z zapałem zabrała się do dalszej pracy.

####################

         Ku zdziwieniu i jednocześnie uldze panny Granger, Malfoy nie pojawił się na szkoleniu przez cały tydzień. Mimo rosnącej ciekawości, postanowiła nie pytać Zabiniego o powód nieobecności jego najlepszego przyjaciela. Ostatnim, czego chciała, było sprawianie wrażenia przejętej losem znienawidzonego ślizgona. Dlatego korzystając z wolnego czasu pracowała, tak jak to miało miejsce przed rozpoczęciem projektu resocjalizacji. Niestety, jej spokój został dość szybko przerwany, bo wkrótce otrzymała sowę od ministra magii, informującą o potrzebie spotkania w celu przedyskutowania tego tematu.
         Niechętnie udała się do gabinetu Kingsley'a Shacklebolta i po przywitaniu z czarodziejem, usiadła na przeciwko jego biurka.
         - Czy przez ostatni tydzień kontaktowałaś się z panem Malfoyem? - zapytał mężczyzna, zakładając okulary na nos.
         - Nie odczułam takiej potrzeby - odparła stanowczo. - Jak chce wrócić do Azkabanu, to proszę bardzo. Droga wolna.
         Kingsley westchnął ciężko i zmarszczył brwi.
         - Widzę, że wciąż niczego nie rozumiesz Hermiono - powiedział cicho, jakby z namysłem. - Powinnaś wiedzieć, że Draco nie miał żadnego wpływu na swój los. Od urodzenia był szkolony na sługę Voldemorta. Każda próba sprzeciwu kończyła się surową karą. Ten chłopak nie mógł nawet powiedzieć matce, że ją kocha. Okazywanie ludzkich emocji było wielce niepożądane.
         Zapanowała chwila milczenia, w której to Hermiona starała się przetrawić usłyszane słowa, a Minister zastanawiał się, czy dobrze zrobił wyznając dziewczynie prawdę na temat młodego arystokraty. Może chłopak powinien sam o tym z nią porozmawiać.  
         - Myślę, że pan Malfoy naprawdę nie zasługuje na dożywotni pobyt w Azkabanie - oświadczył Kingsley, wyrywając się z zamyślenia. - Sama przecież mówiłaś, że każdy zasługuje na drugą szansę.
         - Ale on od początku naszej znajomości traktował mnie jak coś gorszego. Wielokrotnie życzył mi śmierci. - oburzyła się Hermiona.
         - Na brodę Merlina, oboje jesteście już dorosłymi ludźmi. Trzeba wreszcie zacząć się zachowywać dojrzale i zapomnieć o przykrościach z dzieciństwa - westchnął. - Poza tym, sama wiesz, że Draco od zawsze był zmuszony do naśladowania ojca. Po prostu nie mógł postępować inaczej.
         - Teraz już nie musi słuchać Lucjusza, a wciąż postępuje tak samo - mruknęła, ale Minister jej nie dosłyszał.
         - Wracając do sedna sprawy, należy podjąć odpowiednie kroki i sprawdzić co jest powodem nieobecności pana Malfoya.
         - Co ja mam z tym wspólnego?
         - Jak to? Przecież jesteś jego mentorem i ponosisz za niego część odpowiedzialności. Dlatego też jutro udasz się do Malfoy Manor i przekonasz go do kontynuowania szkolenia.
         Dziewczyna prychnęła ze złością. Nikt nie mówił, że oprócz edukowania będzie miała za zadanie niańczyć tą zapchloną fretkę.
         - A Zabini nie może się tym zająć? Przecież są przyjaciółmi.
         - Wolę, żebyś ty się tym zajęła. Może to sprawi, że zaczniecie się w końcu jakoś dogadywać.
         - Szczerze w to wątpię - odparła zrezygnowana. Wiedziała że nie ma sensu kłócić się z Ministrem. Jutro zjawi się w smoczej jamie i jeśli dopisze jej szczęście może nie wyjdzie z niej ze spalonymi włosami.

####################

         Następnego ranka tuż po wejściu do Ministerstwa otrzymała wskazówki dotyczące tego, jak dostać się do Malfoy Manor. Okazało się, że nie jest to taką prostą sprawą, ponieważ rezydencję otaczały bardzo silne zaklęcia ochronne.
         Powtarzając sobie w myślach wszystkie polecenia aportowała się w niedalekiej odległości od dworu i powoli podążyła w jego stronę. Budynek wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. Mroczny, odstraszający, otoczony ogromnym ogrodem z mnóstwem fontann i wysokim płotem z kutego żelaza.
         Przełknęła ślinę, czując jak przeszywa ją dreszcz strachu, a ręce pokrywa gęsia skórka. Złe wspomnienia krążyły po jej głowie nie dając spokoju. Przystanęła na chwilę, by zebrać się w sobie. Wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej.
         Wkrótce dotarła do bramy i stuknęła różdżką w wiszącą na niej kłódkę. Usłyszała głośne skrzypienie furtki. Jej oczom ukazał się niski, łysiejący mężczyzna ubrany w elegancki frak. Zdziwił ją brak skrzata domowego
         - Dzień dobry. - odezwała się. - Chciałabym spotkać się z panem Draconem Malfoyem.
         - Pan Malfoy nie życzył sobie żadnych gości - odparł mężczyzna, patrząc na kobietę podejrzliwie.
         - Jestem z ministerstwa - odparła, wyciągając z kieszeni odznakę aurora.
         Lokaj skrzywił się lekko, ale chwilę później jego twarz znowu przybrała kamienny wyraz.
         - W takim razie proszę za mną - powiedział z wyraźną niechęcią.
         Najwyraźniej uczy się nawyków swojego pracodawcy - pomyślała z przekąsem Hermiona.
         Weszli przez bramę na żwirową ścieżkę. Kamyczki głośno chrzęściły pod jej stopami, mimo że starała się delikatnie stawiać stopy. Mężczyzna przed nią jakimś cudem szedł zupełnie bezszelestnie. Kiedy w końcu dotarli do drzwi zastukał mosiężną kołatką. Kliknęło kilka zamków i wrota otworzyły się, skrzypiąc niemiłosiernie.
         Przekroczyli próg długiego, ciemnego korytarza, by następnie wspiąć się marmurowymi schodami i wejść do ogromnego pomieszczenia, które ku swojemu nieszczęściu doskonale pamiętała. To właśnie tu znęcała się nad nią Bellatriks Lestrange. Blizna na przedramieniu mocno zapiekła.
         - Co ty tu robisz Granger?  

####################

 W najbliższym czasie dodam kolejny, mam nadzieję ostatni rozdział "Ucieczki". Przepraszam za tak długi czas oczekiwania na rozdziały. Niby są wakacje i dużo wolnego czasu, ale ciągłe wyjazdy nie sprzyjają pisaniu postów.
Chyba powinnam przestać obiecywać szybkie dodawanie rozdziałów, bo sama nie wiem kiedy będę miała na to czas, a kiedy nie. W każdym razie opowiadań na pewno nie porzucę ;-) Nie martwcie się.

Pozdrawiam, 
Zoe Collins


czwartek, 27 lipca 2017

MINIATURKA "UCIECZKA" CZĘŚĆ II

         Powoli otworzyła powieki, a na jej twarz wypłynął lekki uśmiech. Dawno nie czuła się tak wypoczęta. Ciągłe koszmary i warty nocne nie pozwalały przesypiać w spokoju całych nocy.
         Chciała wstać, by zacząć rozkoszować się miło rozpoczętym dniem, jednak coś ją powstrzymało. Tym czymś było silne ramię owinięte wokół jej talii. Odwróciła głowę w stronę przeszkody i zamarła. Tuż obok niej leżał Draco Malfoy, śpiąc w najlepsze. Jego przystojna twarz była niezwykle spokojna, usta lekko otwarte, a  jasne włosy rozrzucone w artystycznym nieładzie. Wyglądał tak słodko i rozkosznie, że nie mogła oderwać od niego wzroku.
         Po kilku minutach otrząsnęła się chwilowego transu. Delikatnie, by go nie obudzić wyplątała się z uścisku. Chłopak poruszył się nieznacznie i wymamrotał coś niezrozumiałego, ale ku zadowoleniu Hermiony dalej spokojnie spał. Na palcach wyszła z namiotu, po drodze zarzucając na ramiona kurtkę. Usiadła na pieńku, a jej myśli zaczęły błądzić wokół pewnego ślizgona.
         Od nieszczęsnego pobytu w Malfoy Manor jego zachowanie było delikatnie mówiąc dziwne i nieprzewidywalne. Zamiast wyzywać ją od szlam, wspierać ciotkę podczas tortur, życzyć jej śmierci w straszliwych męczarniach, opatruje ją, ratuje z opresji i pomaga. Co było powodem tak diametralnej zmiany? Dlaczego chłopak, który od zawsze uprzykrzał jej życie nagle się o nią troszczy? Tyle nurtujących pytań, żadnych odpowiedzi. Jakby tego było mało wciąż czuła na sobie jego piękny, mącący w głowie zapach.
         - Widzę, że już ciepło księżniczce - podskoczyła, słysząc głos Malfoya. Odwróciła się w jego stronę. Stał z rękami w kieszeniach i ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Skwitowała jego wypowiedź cichym prychnięciem.
         Nastała chwila milczenia, w której to chłopak usiadł, tuż obok dziewczyny. Przypatrywali się sobie nawzajem, wciąż nie mówiąc ani słowa. Dopiero tej nocy poczuli, jak bardzo doskwierała im samotność. Niby przebywali razem, ale kompletny brak możliwości wygadania się drugiej osobie pogłębiał i tak ciężką, dręczącą ich depresję.
         - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego robisz to wszystko? - zapytała przerywając ciszę. Wyraz jego twarzy z ironicznego stał się nieodgadniony. Przeczesał nerwowo włosy i westchnął.
         - Po prostu nie chcę być taki jak moja rodzina - wymamrotał. - Te ich poglądy na temat czystości krwi kompletnie mijają się z prawdą.
         Na te słowa Brązowowłosa otworzyła usta ze zdziwienia i wytrzeszczyła oczy. Przez sześć lat znajomości z Blondynem nie spodziewała się usłyszeć od niego takiego wyznania. Draco Malfoy krytykujący swoją rodzinę?! Przecież to niedorzeczne.
         - Pewnie miałaś mnie za bezdusznego śmierciożercę, tępiciela szlam niezdolnego do jakichkolwiek ludzkich uczuć - stwierdził z wyraźną goryczą, tępo wpatrując się przed siebie.
         - A za kogo miałam cię mieć skoro tak chętnie obrażałeś osoby urodzone w mugolskich rodzinach, a swojego ojca, zagorzałego śmierciożercę, dosłownie ubóstwiałeś - odparła oskarżycielskim tonem, na co chłopak spuścił głowę i wbił w wzrok w swoje dłonie.
         - Kiedy postanowiłeś przejść na słuszną stronę - spytała po chwili, już nieco spokojniejszym głosem.
         - Po tym, jak dowiedziałem się o śmierci mojej matki. To było dla mnie jak impuls. Od razu po przeczytaniu listu od ojca, który wyraźnie mówił, że to on jest za to odpowiedzialny, pobiegłem do Dumbledore'a, wiedząc, iż jest on jedyną osobą, która może mi pomóc. Nie pomyliłem się. Pozwolił mi zostać szpiegiem zakonu. Później wtajemniczył mnie w cały wasz plan i w razie problemów taki jak ten ze schwytaniem ciebie przez szmalcowników, miałem pomóc. To była słuszna decyzja, dzięki której nie splamiłem krwią swoich rąk. Wreszcie miałem odwagę postawić się ojcu.
         Kiedy skończył opowiadać ponownie nastała między nimi cisza. Hermiona próbowała przyjąć te wszystkie informacje do wiadomości, Draco czekał na jej reakcję. Po kilku minutach Gryfonka otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała prosto w oczy swojego towarzysza. Przy okazji zauważyła, że miały one piękny, szaroniebieski odcień.
         - Zawsze wierzyłam, że pod tą twoją skorupą nienawiści kryje się cząstka dobra - oświadczyła nieśmiało. - Dziękuję za to, że uratowałeś przed śmiercią.
         - Nie ma za co - odparł trochę zawstydzony, w końcu nigdy nie spodziewał się usłyszeć pochwały z ust Hermiony Granger. - Mam nadzieję, że uda mi się chociaż w najmniejszym stopniu odkupić swoje winy.

####################

         Od tamtego poranka ich relacje znacznie się poprawiły. Codziennie spędzali razem dużo czasu na planowaniu dalszych działań, rozmowach czy zwykłym wspólnym milczeniu. Ich dni co prawda dalej polegały głównie na wędrówce, rzucaniu zaklęć ochronnych i staniu na warcie, jednak czuli się dużo raźniej.
         Jednocześnie zamiast zwykłej sympatii oboje zaczęli odczuwać coś więcej. Każdy przypadkowy dotyk czy bliskość powodowały szybsze bicie serca i dziwny, ale przyjemny dreszcz. Jednak żadne z nich nie miało odwagi się do tego przyznać, szczególnie, że było jeszcze stanowczo za wcześnie na mówienie o wzajemnym zaufaniu.

####################

         Któregoś wieczoru siedzieli przed namiotem, odpoczywając po całodniowej podróży, kiedy oślepiło ich jasnoniebieskie światło. Na leśnej polanie, niedaleko ich obozu pojawił się srebrzysty jeleń. Hermiona od razu rozpoznała w nim patronusa Harry'ego. Zerwała się z miejsca i wpatrywała się zwierzę, zmierzające w ich kierunku. W pewnym momencie jeleń przemówił głosem jej czarnowłosego przyjaciela.
         - Mamy nadzieję, że jesteś już bezpieczna, a ta tchórzofretka nie zawiodła - na wzmiankę o tchórzofretce Draco skrzywił się lekko. - Póki co nie udało nam się znaleźć kolejnego horkruksa i nawet nie wiemy, gdzie szukać. Potrzebujemy twojej pomocy. Spotkajmy się w Muszelce na przedmieściach Tinworth. Dom otoczony jest silnym zaklęciami ochronnymi, dlatego musicie się aportować się na plaży. Uważaj na siebie Miona.
         Po wypowiedzeniu ostatniego słowa patronus rozpłynął się w powietrzu. Dziewczyna jeszcze długo wpatrywała się w miejsce jego zniknięcia. Kamień spadł jej z serca na wieść, że Harry i Ron są bezpieczni.
         - Czeka nas kolejna podróż - westchnął Draco, wyrywając Hermionę z chwilowego odrętwienia. Niezbyt podobał mu się pomysł spotkania z resztą Złotego Trio. Przez te kilka tygodni był bardzo zadowolony z towarzystwa Brązowowłosej i zwyczajnie nie chciał się nią z nikim dzielić, a już szczególnie z Bliznowatym i Łasicą. Bał się, że oboje zaczną ją nastawiać przeciwko niemu, albo co gorsza przypomni sobie ona o miłości do tego rudego śmierdziela.
         - Na to wygląda - odparła dziewczyna, uśmiechając się na myśl o ponownym zobaczeniu przyjaciół. - Swoją drogą nie sądziłam, że Harry potrafi wyczarowywać mówiące patronusy.

####################

Oto kolejna część miniaturki!!! W najbliższym czasie postaram się dodać w końcu kolejny rozdział "Odcieni szarości", bo niestety trochę zaniedbałam to opowiadanie, za co przepraszam.

Pozdrawiam cieplutko,
Zoe Collins

sobota, 8 lipca 2017

MINIATURKA "UCIECZKA" CZĘŚĆ I

         - Crucio! - usłyszała kolejny raz, a jej wymęczone ciało przeszył rozdzierający ból. Zacisnęła zęby, żeby nie krzyknąć. Nie chciała dać czarnowłosej kobiecie satysfakcji. Ukradkiem spojrzała na swoje przedramię. Z wyrytego nożem napisu "Szlama" obficie spływała krew, tworząc szkarłatną plamę na marmurowej podłodze.
         - Nadal nic nie powiesz? - wysyczała Bellatriks, chwytając Hermionę za włosy i podciągając ją ku górze. - Draco!
         Tuż przy nich zmaterializował się wysoki, blond-włosy chłopak.
         - Zawlecz szlamę do lochów - rozkazała Bella, puszczając dziewczynę, tak że ta boleśnie upadła na posadzkę. Blondyn skinął głową i nie siląc się na delikatność złapał nie zranioną rękę  Gryfonki, by chwilę później ciągnąć ją za sobą jak worek ziemniaków.
         W ciszy przemierzali długie korytarze. Dziewczyna nie miała siły przyjrzeć się wnętrzom, jednak wiedziała, że są zimne i mroczne. Kiedy znaleźli się w lochach do wszechobecnego chłodu doszedł jeszcze okropny zapach zgnilizny.
         W pewnym momencie Draco się zatrzymał, by otworzyć skrzypiące, metalowe drzwi. Wszedł do ciemnego pomieszczenia i ku wielkiemu zdziwieniu Hermiony, ostrożnie wciągnął ją do środka. Uścisk na jej nadgarstku też wyraźnie zelżał.
         - Zaraz wrócę po twoją torebkę - usłyszała szept blondyna przy swoim uchu. - Wydostaniemy się stąd.
         Chłopak delikatnie ułożył dziewczynę na podłodze i po chwili namysłu przykrył swoją marynarką. Następnie wyszedł zamykając za sobą drzwi.
         Nie wierzyła w to co się działo. Jeszcze niedawno planowała dalsze poszukiwanie horkruksów razem z Harrym i Ronem, a teraz leży ledwo żywa w lochach swoich śmiertelnych wrogów. Jednak tym, co najbardziej ją zaszokowało były słowa i zachowanie młodego Malfoya.
         - Chyba zaczęłam majaczyć - powiedziała do siebie, bardziej wtulając się w okrywające ją ubranie. Jednocześnie poczuła piękny zapach męskich perfum, dzięki któremu smród zgnilizny przestał być dokuczliwy. Wycieńczona bólem, otulona wspaniałą wonią wkrótce zasnęła.

####################

         Otworzyła zaspane oczy i mocno ziewnęła. Rozejrzała się dookoła. Zamiast zimnych kamiennych murów otaczały ją płócienne ściany znajomego namiotu. Odetchnęła z ulgą.
         - To był tylko zły sen - pomyślała, przeciągając się. Powoli wstała z niewygodnej pryczy i narzuciła na siebie puchową kurtkę. Przeszukała kieszenie, ale nie znalazła różdżki. Postanowiła porozmawiać na ten temat z Harrym i Ronem.
         Podeszła do wyjścia i odsunęła, zasłaniający je materiał. Jednak zamiast znajomych rudej i kruczoczarnej czupryny, jej oczom ukazały bardzo jasne blond włosy, które mogły należeć tylko do jednej osoby.
         - Malfoy! - wrzasnęła, odwracając uwagę chłopaka od czytanej książki.
         - Tak mam na nazwisko. Gratuluję spostrzegawczości Granger - zakpił Arystokrata i odłożył lekturę na bok.
         - Co ty tutaj w ogóle robisz? - zapytała zdenerwowanym głosem, ignorując sarkastyczną uwagę. - Gdzie są Harry i Ron?
         - Ja siedzę, słuchając twoich wrzasków, a Bliznowaty i Łasica dalej wypełniają misję - odparł wstając z zajmowanego miejsca. - Uspokój się, nie po to wyciągnąłem cię z tych śmierdzących lochów, żeby teraz zrobić ci krzywdę.
         Na te słowa dziewczyna wybałuszyła oczy i otworzyła usta w geście zdziwienia. Następnie prędko odwinęła rękaw kurtki, by spojrzeć na swoje przedramię. Tak, jak się spodziewała widniał na nim wyryty nożem napis "Szlama". Z jej oczu momentalnie pociekły łzy. Szybko starła je dłonią, ale mimo tego nie umknęły uwadze Dracona.
         - Próbowałem coś z tym zrobić, ale najwyraźniej Bellatriks użyła przeklętego sztyletu - powiedział, a na jego przystojnym obliczu odmalowała się troska wymieszana z goryczą. Imię ciotki wymówił z wyraźną pogardą. Hermiona zakryła bliznę i z powrotem spojrzała na chłopaka. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że pan czystokrwisty arystokrata Draco Malfoy mógłby zachować się w taki sposób.
         Zapanowało niezręczne milczenie. Oboje nie mieli pojęcia jak zachować w takiej sytuacji, dlatego wpatrywali się w siebie wyraźnie zakłopotani.
         - Aaa, i tu masz swoją różdżkę - odezwał się ślizgon, sięgając do kieszeni swetra. - Twoja torebka leży na stoliku.
         - Dziękuję - odparła wyciągając rękę po swoją własność. Ich palce na ułamek sekundy się zetknęły, wywołując dziwne uczucie przyciągania między nimi. Policzki dziewczyny oblał delikatny rumieniec, dlatego nie zważając na reakcję chłopaka wbiegła do namiotu
         To wszystko nie mieściło się w jej głowie. Draco Malfoy ratuje ją z opresji, opatruje rany, z pogardą mówi o członkach rodziny, rozmawia z nią w cywilizowany sposób. Każdą z tych informacji trudno będzie przyjąć do wiadomości.

####################

         Od kilku dni wędrowali po puszczy, by nie dać się złapać ścigającym ich śmierciożercom. Unikali swojego towarzystwa, w razie potrzeby odzywali się do siebie jedynie półsłówkami. Dzięki temu nie dochodziło między nimi do kłótni i niezręcznych sytuacji.
         Jednak pewnego dnia, a raczej pewnej nocy w ich relacjach nastąpił przełom. Draco siedział na warcie przed namiotem, kiedy usłyszał rozdzierający wrzask. Natychmiast wbiegł do środka, wyciągając różdżkę. Na swojej ciasnej pryczy leżała Hermiona rzucając się i krzycząc. Bez wahania dopadł do dziewczyny, by chwilę później zamknąć ją w uścisku.
         - Spokojnie, jestem tu - wyszeptał do ucha Gryfonki, czując jak jej wątłe ciało po chwili rozluźnienia zaczyna się trząść. Hermiona otworzyła oczy.
         - Czemu tu jest tak zimno - zapytała cichym głosem. Chłopak odsunął od siebie dziewczynę i przyłożył rękę do jej czoła. Z ulgą stwierdził, że nie jest rozpalone.
         - Zaraz jakoś na to poradzę - odparł i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu jakiegoś nakrycia. Niestety, żaden przedmiot w pobliżu nie był przydatny, dlatego bez długiego namysłu położył się  Brązowowłosej, tak że jej głowa spoczywała na jego klatce piersiowe, a on sam mógł ją spokojnie opleść ramionami. Przykrył ich szczelnie kocem, a dziewczyna mocniej się w niego wtuliła i po chwili usnęła ukołysana spokojnym biciem jego serca oraz pięknie pachnącymi perfumami.
         Draco natomiast długo wpatrywał się w śliczną twarz swojej towarzyski, dopóki jej miarowy oddech, kwiatowy zapach szamponu do włosów i jego nie utuliły do snu.

####################

Bardzo przepraszam za tak długą nieobecność. Niestety, pojawiam się tu tylko na chwilę, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do komputera. Dlatego też możecie się spodziewać kolejnej części miniaturki po 22.07.
Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że po wyżej podanym terminie uda mi się jakoś wynagrodzić opóźnienia.

Pozdrawiam,
Zoe Collins