sobota, 8 lipca 2017

MINIATURKA "UCIECZKA" CZĘŚĆ I

         - Crucio! - usłyszała kolejny raz, a jej wymęczone ciało przeszył rozdzierający ból. Zacisnęła zęby, żeby nie krzyknąć. Nie chciała dać czarnowłosej kobiecie satysfakcji. Ukradkiem spojrzała na swoje przedramię. Z wyrytego nożem napisu "Szlama" obficie spływała krew, tworząc szkarłatną plamę na marmurowej podłodze.
         - Nadal nic nie powiesz? - wysyczała Bellatriks, chwytając Hermionę za włosy i podciągając ją ku górze. - Draco!
         Tuż przy nich zmaterializował się wysoki, blond-włosy chłopak.
         - Zawlecz szlamę do lochów - rozkazała Bella, puszczając dziewczynę, tak że ta boleśnie upadła na posadzkę. Blondyn skinął głową i nie siląc się na delikatność złapał nie zranioną rękę  Gryfonki, by chwilę później ciągnąć ją za sobą jak worek ziemniaków.
         W ciszy przemierzali długie korytarze. Dziewczyna nie miała siły przyjrzeć się wnętrzom, jednak wiedziała, że są zimne i mroczne. Kiedy znaleźli się w lochach do wszechobecnego chłodu doszedł jeszcze okropny zapach zgnilizny.
         W pewnym momencie Draco się zatrzymał, by otworzyć skrzypiące, metalowe drzwi. Wszedł do ciemnego pomieszczenia i ku wielkiemu zdziwieniu Hermiony, ostrożnie wciągnął ją do środka. Uścisk na jej nadgarstku też wyraźnie zelżał.
         - Zaraz wrócę po twoją torebkę - usłyszała szept blondyna przy swoim uchu. - Wydostaniemy się stąd.
         Chłopak delikatnie ułożył dziewczynę na podłodze i po chwili namysłu przykrył swoją marynarką. Następnie wyszedł zamykając za sobą drzwi.
         Nie wierzyła w to co się działo. Jeszcze niedawno planowała dalsze poszukiwanie horkruksów razem z Harrym i Ronem, a teraz leży ledwo żywa w lochach swoich śmiertelnych wrogów. Jednak tym, co najbardziej ją zaszokowało były słowa i zachowanie młodego Malfoya.
         - Chyba zaczęłam majaczyć - powiedziała do siebie, bardziej wtulając się w okrywające ją ubranie. Jednocześnie poczuła piękny zapach męskich perfum, dzięki któremu smród zgnilizny przestał być dokuczliwy. Wycieńczona bólem, otulona wspaniałą wonią wkrótce zasnęła.

####################

         Otworzyła zaspane oczy i mocno ziewnęła. Rozejrzała się dookoła. Zamiast zimnych kamiennych murów otaczały ją płócienne ściany znajomego namiotu. Odetchnęła z ulgą.
         - To był tylko zły sen - pomyślała, przeciągając się. Powoli wstała z niewygodnej pryczy i narzuciła na siebie puchową kurtkę. Przeszukała kieszenie, ale nie znalazła różdżki. Postanowiła porozmawiać na ten temat z Harrym i Ronem.
         Podeszła do wyjścia i odsunęła, zasłaniający je materiał. Jednak zamiast znajomych rudej i kruczoczarnej czupryny, jej oczom ukazały bardzo jasne blond włosy, które mogły należeć tylko do jednej osoby.
         - Malfoy! - wrzasnęła, odwracając uwagę chłopaka od czytanej książki.
         - Tak mam na nazwisko. Gratuluję spostrzegawczości Granger - zakpił Arystokrata i odłożył lekturę na bok.
         - Co ty tutaj w ogóle robisz? - zapytała zdenerwowanym głosem, ignorując sarkastyczną uwagę. - Gdzie są Harry i Ron?
         - Ja siedzę, słuchając twoich wrzasków, a Bliznowaty i Łasica dalej wypełniają misję - odparł wstając z zajmowanego miejsca. - Uspokój się, nie po to wyciągnąłem cię z tych śmierdzących lochów, żeby teraz zrobić ci krzywdę.
         Na te słowa dziewczyna wybałuszyła oczy i otworzyła usta w geście zdziwienia. Następnie prędko odwinęła rękaw kurtki, by spojrzeć na swoje przedramię. Tak, jak się spodziewała widniał na nim wyryty nożem napis "Szlama". Z jej oczu momentalnie pociekły łzy. Szybko starła je dłonią, ale mimo tego nie umknęły uwadze Dracona.
         - Próbowałem coś z tym zrobić, ale najwyraźniej Bellatriks użyła przeklętego sztyletu - powiedział, a na jego przystojnym obliczu odmalowała się troska wymieszana z goryczą. Imię ciotki wymówił z wyraźną pogardą. Hermiona zakryła bliznę i z powrotem spojrzała na chłopaka. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że pan czystokrwisty arystokrata Draco Malfoy mógłby zachować się w taki sposób.
         Zapanowało niezręczne milczenie. Oboje nie mieli pojęcia jak zachować w takiej sytuacji, dlatego wpatrywali się w siebie wyraźnie zakłopotani.
         - Aaa, i tu masz swoją różdżkę - odezwał się ślizgon, sięgając do kieszeni swetra. - Twoja torebka leży na stoliku.
         - Dziękuję - odparła wyciągając rękę po swoją własność. Ich palce na ułamek sekundy się zetknęły, wywołując dziwne uczucie przyciągania między nimi. Policzki dziewczyny oblał delikatny rumieniec, dlatego nie zważając na reakcję chłopaka wbiegła do namiotu
         To wszystko nie mieściło się w jej głowie. Draco Malfoy ratuje ją z opresji, opatruje rany, z pogardą mówi o członkach rodziny, rozmawia z nią w cywilizowany sposób. Każdą z tych informacji trudno będzie przyjąć do wiadomości.

####################

         Od kilku dni wędrowali po puszczy, by nie dać się złapać ścigającym ich śmierciożercom. Unikali swojego towarzystwa, w razie potrzeby odzywali się do siebie jedynie półsłówkami. Dzięki temu nie dochodziło między nimi do kłótni i niezręcznych sytuacji.
         Jednak pewnego dnia, a raczej pewnej nocy w ich relacjach nastąpił przełom. Draco siedział na warcie przed namiotem, kiedy usłyszał rozdzierający wrzask. Natychmiast wbiegł do środka, wyciągając różdżkę. Na swojej ciasnej pryczy leżała Hermiona rzucając się i krzycząc. Bez wahania dopadł do dziewczyny, by chwilę później zamknąć ją w uścisku.
         - Spokojnie, jestem tu - wyszeptał do ucha Gryfonki, czując jak jej wątłe ciało po chwili rozluźnienia zaczyna się trząść. Hermiona otworzyła oczy.
         - Czemu tu jest tak zimno - zapytała cichym głosem. Chłopak odsunął od siebie dziewczynę i przyłożył rękę do jej czoła. Z ulgą stwierdził, że nie jest rozpalone.
         - Zaraz jakoś na to poradzę - odparł i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu jakiegoś nakrycia. Niestety, żaden przedmiot w pobliżu nie był przydatny, dlatego bez długiego namysłu położył się  Brązowowłosej, tak że jej głowa spoczywała na jego klatce piersiowe, a on sam mógł ją spokojnie opleść ramionami. Przykrył ich szczelnie kocem, a dziewczyna mocniej się w niego wtuliła i po chwili usnęła ukołysana spokojnym biciem jego serca oraz pięknie pachnącymi perfumami.
         Draco natomiast długo wpatrywał się w śliczną twarz swojej towarzyski, dopóki jej miarowy oddech, kwiatowy zapach szamponu do włosów i jego nie utuliły do snu.

####################

Bardzo przepraszam za tak długą nieobecność. Niestety, pojawiam się tu tylko na chwilę, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do komputera. Dlatego też możecie się spodziewać kolejnej części miniaturki po 22.07.
Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że po wyżej podanym terminie uda mi się jakoś wynagrodzić opóźnienia.

Pozdrawiam,
Zoe Collins

poniedziałek, 12 czerwca 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 3

            - Mam dość tej bladej fretki - żaliła się Hermiona, siedząc razem z Ginny na kanapie w salonie.
         - Wiesz co Miona? Ja mam dziwne wrażenie, że on ci się podoba - oświadczyła rudowłosa po chwili namysłu. Twarz starszej Gryfonki momentalnie pokryła się rumieńcem.
         - Wcale nie! Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? - zapytała z oburzeniem.
         - Ostatnio wyjątkowo często o nim wspominasz. Temat rozmowy za każdym razem schodzi na niego.
         - Nieprawda! Ja wcale...
         - Oj, przestań się wypierać - przerwała jej panna Weasley - Wcale ci się nie dziwię. Niezłe z niego ciacho, a od czasu zerwania z moim przygłupim bratem nie miałaś żadnego faceta.
         - Masz jeszcze coś bardziej dołującego do powiedzenia?
      - Nie mówię tego, żeby ci dokuczyć. Po prostu uważam, że potrzebujesz mężczyzny w swoim życiu.
         - Świetnie radzę sobie sama, a poza tym mam Krzywołapa. Naprawdę bardzo dobrze się dogadujemy.
         Ginny spojrzała na przyjaciółkę z politowaniem.

#################################

         Siedziała w swoim gabinecie, kiedy tak jak co rano do środka wparował Malfoy. Rzucił się na kanapę, przez co mebel zaskrzypiał niemiłosiernie.
         - Nauczysz się kiedyś pukać? - zapytała zirytowana. - I szanować meble w moim gabinecie?
         - Nie sądzę - odparł uśmiechając się ironicznie. - Nauczysz się kiedyś ujarzmiać szopę na głowie?
         Kobieta zacisnęła pięści. Jej włosy wcale nie przypominały szopy. Chciała się czymś odgryźć, ale postanowiła nie zaczynać kolejnej dziecinnej kłótni.
         - Musimy już iść - westchnęła rozluźniając się.
         Jednocześnie podnieśli się ze swoich miejsc i podążyli w stronę wyjścia. Arystokrata otworzył drzwi, przepuszczając Gryfonkę pierwszą. Kobieta uniosła brwi w geście z zdziwienia.
         - No co? Z tyłu jest na co popatrzeć - zaśmiał się, przyozdabiając twarz uwodzicielskim uśmiechem.
         - Czy ty jesteś jakiś bipolarny? - prychnęła brązowowłosa.
         - Bi co?
         - Raz jesteś złośliwym dupkiem, raz podrywaczem. Twoja osobowość zmienia się jak w kalejdoskopie.
         - W kalejdo czym?
         - Nieważne.

################################

         - Źle, źle, źle! - powtórzyła po raz kolejny - Przyłóż się w końcu Malfoy. Trzylatek pokonałby cię w pojedynku.
         - Myślisz, że się nie staram - spytał przez zaciśnięte zęby - Może jesteś słabą nauczycielką.
         - Albo ty do niczego się nie nadajesz! - odburknęła - Niby taki czysto-krwisty, a nie radzi sobie z najprostszymi zaklęciami!
         W jednej chwili znalazł się przy niej i przygwoździł ją do szafki z podręcznikami do obrony przed czarną magią. Kobieta skuliła się, widząc jak blondyn góruje nad nią wzrostem. Różdżka wyślizgnęła się z jej ręki, przez co jej szanse na ucieczkę z żelaznego uścisku zmalały do zera.
         - Nikt nie będzie mnie obrażał - wysyczał do ucha przerażonej Gryfonki, zaciskając palce na jej ramionach - A już szczególnie taka brudna szlama jak ty.
         Jej serce biło jak szalone, kiedy patrzyła w jego szare oczy, które w tym momencie ukazywały czystą wściekłość. Z jednej strony odczuwała zażenowanie z powodu bliskości blondyna, a z drugiej ogarniał strach, że zrobi jej krzywdę.
         - Przepraszam - wymamrotała, czując łzy na policzkach. Mężczyzna uniósł brwi i puścił ją. Chwycił swoją, wiszącą na wieszaku kurtkę, by chwilę później wyjść z pomieszczenia, trzaskając drzwiami.

################################

         Leżał na sofie, trzymając w ręce do połowy pustą butelkę po ognistej whisky. Ze znudzeniem patrzył na wyblakły już mroczny znak na przedramieniu. Obiecał sobie, że nie będzie taki jak ojciec, a tymczasem kolejny raz stracił nad sobą panowanie i o mały włos skrzywdził niewinną kobietę. Z wściekłością rzucił naczyniem o najbliższą ścianę, tak że rozbiło się z głośnym hukiem. Bursztynowy płyn spłynął na podłogę, tworząc plamę na drogim, perskim dywanie.
         Mężczyzna usiadł gwałtownie i złapał jasne kosmyki na głowie. Powinien był zostać w Azkabanie. Zasłużył na to. Wyjął różdżkę z kieszeni, by zaklęciem przywołać kolejną butelkę whisky. Odkręcił korek i pociągnął duży łyk alkoholu. Ciecz przyjemnie zapiekła go w gardło.

###############################

         - Oj Smoku, Smoku - westchnął Blaise, wchodząc do salonu. - Zostawiłem cię samego na jeden wieczór.
         Salon w Malfoy Manor przypominał pobojowisko. Na podłodze piętrzyły się potłuczone butelki po ognistej whisky oraz opakowania papierosów, natomiast na kanapie spał sobie w najlepsze blond-włosy arystokrata, chrapiąc donośnie. Jego ubranie było wygniecione i poplamione, a włosy sterczały we wszystkie strony, domagając się grzebienia, lub choćby kropli "Ulizanny". Wszystko razem przedstawiało dość żałosny widok.
         Ciemnoskóry mężczyzna ponownie westchnął i kilkoma machnięciami różdżki posprzątał pokój. Następnie podszedł do przyjaciela, by go obudzić. Zaczął klepać jego ramię oraz twarz. Blondyn obrócił się na bok i zaczął bełkotać coś o nieznośnych babach z ministerstwa.
         - No cóż, chyba nie pozostawiasz mi wyboru - powiedział do siebie Blaise, celując w śpiącego różdżką. - Aguamenti.
         Czując zimny strumień wody na twarzy, Draco momentalnie zerwał się z miejsca.
         - Oszalałeś Diable! - wrzasnął, zakrywając mokrą twarz rękami. Przy takim bólu głowy światło z pewnością nie było sprzymierzeńcem. - Co z tobą nie tak?
         - Za 20 minut rozpoczyna się twoje szkolenie - odparł brunet patrząc na zegarek. - Nie wiem jak, ale doprowadź się do porządku. Nie możesz iść do ministerstwa wyglądając, jak kloszard.
         Na te słowa blondyn przeklął szpetnie i z powrotem położył się na kanapie, nie zważając na przemoczone ubranie.
         - Nigdzie się nie wybieram - oświadczył, zatapiając twarz w poduszkach - Zostaw mnie w spokoju.
         - Znowu chodzi o Granger? Przecież ona chyba nie jest aż tak zła - zapytał Blaise ze zdziwieniem w głosie.
         - Przez nią tracę nad sobą kontrolę.
         - Czyżbyś w końcu postanowił przyznać, że jest zniewalająco piękna i nie możesz powstrzymać się od rzucenia się na nią? - zaśmiał się brunet.
         Smok podniósł głowę z kanapy, by spojrzeć spode łba na przyjaciela.
         - Nie powstrzymałem się - odparł. - Ale tylko po to, by prawie zrobić jej krzywdę i nazwać brudną szlamą.
         Zapanowała chwila milczenia, podczas której brunet wypuścił głośno powietrze z płuc, a blondyn niezgrabnie wstał z kanapy, by zataczając się podążyć w stronę łazienki.

################################

         Ubierając się do pracy, zauważyła na swoich ramionach siniaki oraz ślady po paznokciach. Westchnęła ciężko. Dzień był bardzo upalny, a ona nie mogła sobie pozwolić na założenie koszuli bez rękawów.
         - No cóż, najwyżej się ugotuję - powiedziała do siedzącego na posłaniu Krzywołapa. Włożywszy zakrywające ramiona ubranie, udała się do przedpokoju, by spojrzeć w lustro. Nieprzespana z powodu koszmarów noc wyraźnie dała o sobie znać. Sine oznaki zmęczenia odznaczały się na bladej skórze, sprawiając, że nastrój Gryfonki, o ile to możliwe, stał się jeszcze bardziej podły. Usiadła z bezsilności, rozpamiętując poprzedni dzień. Miała nadzieję, że problemy z czystością krwi zostały zażegnane tuż po pokonaniu Voldemorta i już nigdy nie zostanie nazwana szlamą.

         - Nadzieja matką głupich - westchnęła, podnosząc się z miejsca. Założyła niewygodne szpilki i z cichym trzaskiem deportowała się do ministerstwa.

Witam po dość długiej przerwie. Postaram się dodawać częściej rozdziały, ponieważ wreszcie będę miała na to czas.
Pozdrawiam Zoe Collins :-)

środa, 3 maja 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 2

            Następny dzień, szczęśliwie nie był tak upalny jak poprzedni. Draco jak co rano siedział na tarasie Malfoy Manor, paląc papierosa.
         - Wciąż trujesz się tym mugolskim świństwem Smoku? - zapytał Blaise, zajmując miejsce obok przyjaciela.
         - Muszę się jakoś przygotować na spotkanie z Granger - odparł Draco, zaciągając się używką. - Ta wredna jędza doprowadzi mnie do szału.
         - Oj nie narzekaj - zachichotał Zabini. - Ty przynajmniej będziesz miał na co popatrzeć, a nie to co ja. Zamiast jakieś ładnej dziewczyny przydzielili mi Bliznowatego.
         - Taaa, dziewczyny, chyba samicy bobra - prychnął blondyn.
         - Nie kłam, że nie zrobiła na tobie wrażenia. Jest dokładnie w twoim typie.
         - Wcale nie! - wykrzyknął z oburzeniem w głosie pan Malfoy, wyrzucając niedopałek i przydeptując go butem.
         - Myślisz, że nie widziałem jak zawsze wodziłeś za na nią wzrokiem?
         - Możesz się w końcu zamknąć Diable! Mam dosyć tej bezsensownej gadki.
         Blaise przewrócił oczami, ale już nic nie powiedział. Draco i tak wyglądał na rozjuszonego. Zerwał się z miejsca i wybiegł z domu. Na podjeździe jak zwykle czekał na niego ukochany motocykl. Założył kask, zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę, wsiadł na maszynę i odjechał z piskiem opon.

#########################################################

         Jak każdego dnia obudziło ją donośne miauczenie Krzywołapa, domagającego się jedzenia. Powoli wyczołgała się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Przez całą noc dręczyły ją myśli związane z blondwłosym arystokratą. Przewracała się z boku na bok, przypominając sobie wszystkie nieprzyjemne sytuacje z fretką w roli głównej. Od wyzwisk, poprzez złośliwe uwagi, kończąc na torturach Bellatriks. Na wspomnienie tego ostatniego jej blizna na przedramieniu ponownie dała o sobie znać. Aby zająć umysł czymś innym poszła do kuchni by nakarmić głodnego pupila.        
         Wiedząc, że nie będzie w stanie przełknąć dużego śniadania, zjadła jedynie tosta z odrobiną dżemu. Następnie ubrała się w roboczy strój, czyli białą koszulę oraz zestaw składający się z szarego żakietu i czarnej ołówkowej spódnicy. Na stopy założyła znienawidzone szpilki. Włosy, które szczęśliwie nie były już szopą, postanowiła zostawić rozpuszczone. Twarz przyozdobiła delikatnym makijażem.
         Tuż przed wyjściem przejrzała się w lustrze. Elegancki, schludny wygląd zawsze dodawał jej pewności siebie. Odetchnęła głęboko kilka razy, jeszcze raz przeczesała włosy i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

########################################################

         Przed wejściem do gabinetu czekała na nią poranna poczta. Otrzymała informację, że fretka powinna zjawić się u niej o 9:30. Spojrzała na zegar i odetchnęła z ulgą widząc, że ma jeszcze chwilę czasu na ogarnięcie biurka. Powoli zaczęła segregować teczki z papierami, kiedy przypadkiem trafiła na dokumentację Malfoya. Nie zastanawiając się w jaki sposób, trafiła na jej miejsce pracy jego kartoteka, postanowiła ją przejrzeć. Trafił na 3 lata do Azkabanu za bycie śmierciożercą, jego rodzice zostali zamordowani za zdradę przez fanatyków Voldemorta, nie przyczynił się do niczyjej śmierci... Zrobiło jej się wstyd. Dzień wcześniej bezpodstawnie nazwała go mordercą. Zagryzła wargę i odłożyła teczkę z powrotem na biurko.
         Chwilę później jej drzwi otworzyły się zamaszyście i do gabinetu wszedł Draco. Rozsiadł się na starej, zapadniętej kanapie, jednocześnie kładąc nogi na rozklekotanym stoliku kawowym. W jednej chwili Hermiona zapomniała o jakichkolwiek wyrzutach sumienia.
         - Powinnaś zainwestować w nowe meble Granger - powiedział arystokrata, uśmiechając się bezczelnie. - Używając obecnych, można nabawić się kalectwa.
Dziewczyna zacisnęła gniewnie usta.
         - Powinieneś nauczyć się kultury Malfoy - odburknęła. - Zdejmij kopyta ze stolika.
Blondyn zaśmiał się cicho, ale o dziwo wykonał polecenie. Jako arystokrata, mimo wszystko musiał dbać o maniery. W pewnym momencie rzuciła mu się w oczy, leżąca na biurku jego dokumentacja.
         - Widzę, że wciąż jesteś tak samo wścibska. Dowiedziałaś się o mnie czegoś ciekawego? - zapytał, sięgając po swoją teczkę. Hermiona postanowiła nie reagować na tę zaczepkę. Wzruszyła ramionami i zaczęła wypełniać formularz dotyczący kursu przygotowawczego dla aurorów.
         - Resztę musisz wypełnić ty - odezwała się po chwili milczenia dziewczyna. Podała kartkę i długopis Malfoyowi.
         Podczas, gdy wpisywał informacje w odpowiednie rubryki, miała chwilę na to, by przyjrzeć mu się dokładniej. Stwierdziła, że tak radykalna zmiana stylu wyszła mu na dobre. Zamiast mnóstwa szytych na miarę garniturów w jego szafie musiały teraz najwyraźniej gościć same skórzane kurtki i powycierane jeansy. Niegdyś bezlitośnie przylizane, platynowe włosy były teraz artystycznie roztrzepane. Cera miała wciąż bardzo blady odcień. Piękne, szare oczy, obecnie uważnie śledzące tekst, nadal hipnotyzowały
         - Wiem, że jestem zabójczo przystojny, ale nie musisz pożerać mnie wzrokiem  -  powiedział nagle blondyn, nie podnosząc spojrzenia znad kartki. Na policzkach dziewczyny pojawiły się rumieńce złości.
         - Chyba coś ci się przywidziało narcyzie - prychnęła.
         - I tak wiem, że ci się podobam - zaśmiał się, puszczając do Hermiony oczko i uśmiechając się bezczelnie. Gryfonka otworzyła usta z oburzenia, ale nic nie powiedziała.

##########################################################

         Kiedy dotarli do sali szkoleniowej, Blaise i Harry właśnie się pojedynkowali. Walka była niezwykle zaciekła. Powietrze co chwila przecinały ze świstem różnokolorowe, niewerbalne zaklęcia. W pewnym momencie szala zwycięstwa przechyliła się zdecydowanie na korzyść Gryfona i po chwili różdżka Ślizgona poszybowała prosto do ręki przeciwnika. Oboje ciężko dyszeli, a z ich włosów płynęły krople potu.
         - Teraz nasza kolej Malfoy - powiedziała Hermiona, zdejmując szpilki, aby przypadkiem nie runąć na podłogę podczas pojedynku. Stanęli naprzeciwko siebie w dość dużej odległości. Skinęli sobie delikatnie głowami i bez słowa zaczęli miotać w siebie zaklęciami.
         Nie minęły nawet 2 minuty od rozpoczęcia pojedynku, kiedy blondyn leżał na macie rozmasowując obolały tył głowy. Brązowowłosa natomiast dumnie obracała broń przeciwnika w palcach.
         - Co tak słabo? - spytała z udawaną troską w głosie, uśmiechając się złośliwie. - Czyżby pan czystokrwisty arystokrata zapomniał jak używa się czarów?
         - Trudno, żeby w Azkabanie ktoś pozwolił się pojedynkować - odburknął, próbując się pozbierać. Wyglądał na opanowanego, ale w rzeczywistości gotował się ze złości. Nienawidził przegrywać.

#######################################################

Mamy za sobą kolejny rozdział "Odcieni szarości". W najbliższym czasie możecie się spodziewać miniaturki ;-). Piszcie proszę w komentarzach co sądzicie  tej części. Wasze zdanie wiele dla mnie znaczy. <3
Pozdrawiam cieplutko, Zoe Collins