wtorek, 26 grudnia 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 5

         - Co ty tu robisz Granger? - usłyszała za sobą szyderczy głos. Odwróciła się w jego kierunku. Ujrzała znienawidzonego mężczyznę. Pierwszy raz widziała go w tak żałosnym stanie. Platynowe kosmyki sterczące we wszystkie domagały się mycia, nieogolony zarost odznaczał się na bladej twarz, pod oczami wykwitały szaro-fioletowe sińce. Ubrania były w równie złej kondycji. Wymięte i poplamione ognistą whisky przedstawiały prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy.
         - Halo! Mówię coś do ciebie! Ogłuchłaś?!
         Otrząsnęła się i oderwała wzrok od blondyna, odchrząkając cicho.
         - Jestem tu z polecenia Ministra - odparła sucho. - Mam cię przekonać do kontynuowania szkolenia.
         - Niepotrzebnie się fatygowałaś - burknął, podchodząc do stojącego w kącie barku. Nalał sobie pełną szklankę bursztynowego trunku. Nim jednak zdążył podnieść ją do ust Hermiona machnęła różdżką i wytrąciła mu naczynie z ręki.
         - Oszalałaś Granger?! To moja ostatnia butelka ognistej!!! - wrzasnął, by chwilę później, zataczając się lekko, ruszyć w stronę lekko przestraszonej kobiety. Niestety, po drodze nie zauważył leżącej na podłodze, drogocennej skóry tygrysa, przez co runął jak długi na posadzkę, boleśnie obijając sobie twarz. Z powodu nieznanych przez samą siebie pobudek kobieta podbiegła do leżącego arystokraty i złapała go za rękę, by pomóc mu wstać.
         - Nie dotykaj mnie szlamo! - wrzasnął Malfoy, odpychając rękę Hermiony.     Panna Granger natychmiast się odsunęła, jednocześnie czując ból w okolicy blizny na przedramieniu. Powstrzymała syknięcie, nie chcąc dać do zrozumienia, że obraźliwe przezwisko zrobiło na niej wrażenie. Patrzyła jak mężczyzna niezdarnie wstaje i po chwili bezwładnie opada na kanapę.
         - Co ty ze sobą zrobiłeś Malfoy - powiedziała głosem, wyrażającym głębokie obrzydzenie. - Nigdy nie sądziłam, że pan dumny arystokrata doprowadzi się do takiego stanu. To naprawdę żałosne.
         - Zamknij się! - warknął. - Nic o mnie nie wiesz! Nie masz prawa mnie osądzać!
         - Bo co? Nic nie możesz mi zrobić, a ktoś wreszcie powinien wykrzyczeć ci prawdę prosto w twarz - odwrzasnęła. - Jesteś żałosnym wrakiem człowieka Malfoy i to na własne życzenie. Teraz najlepiej jeszcze się poddaj! Wróć do Azkabanu! Dementorzy chętnie przywitają cię pocałunkiem!
         - Mówiłem ci żebyś się zamknęła! Nie będzie mnie pouczała jakaś głupia szlama! - powoli zaczynał tracić cierpliwość. Gorączkowo przetrząsał kieszenie w poszukiwaniu różdżki. W końcu odnalazł zgubę i wycelował nią prosto w kobietę.
         - Proszę bardzo! Tylko spróbuj rzucić zaklęcie, a zjawią się aurorzy, by zabrać cię do Azkabanu. Uprzedzam, że nie będziesz miał żadnej możliwości na ułaskawienie.
         Wściekle odrzucił magiczny atrybut, na co Hermiona wyraźnie odetchnęła.
         - Nikt z was nie wie jak to jest - mamrotał pod nosem. - Nikt z was nie musiał torturować niewinnych ludzi, oglądać ich śmierci. Nikt z was nie był zmuszony do zostania śmierciożercą.
         Szlachetne serce panny Granger ścisnął żal. Mimo wszystko bardzo współczuła Malfoyowi. Wiedziała, że nikt nie zasługuje na taki los.
         - Właśnie dlatego chcemy ci pomóc - odparła cicho. - Chcemy dać ci szansę na normalne życie.
         - Zrozumiesz wreszcie Granger, że tacy jak ja nie mają szansy na normalne życie - prychnął. - Paskudna przeszłość nigdy nie przestanie mnie prześladować. Czy to w snach, czy w szyderstwach wypowiadanych przez ludzi na ulicy.
         - W takim razie może warto coś zrobić, aby przyszłość zarysowała się w lepszych barwach.
         Podniósł spuszczoną do tej pory głowę i spojrzał na nią pełnymi goryczy oczami. W jednej chwili był wściekłym, pewnym swoich racji, lecz lekko podłamanym ślizgonem, by zaraz później zmienić się w kogoś słabego, odartego z dumy. Serce Gryfonki ścisnął jeszcze większy ból. Trwali w milczeniu przez kilka minut, wpatrując się w siebie intensywnie. W końcu Hermiona przerwała kontakt wzrokowy i odchrząknęła cicho.
         - Ja już muszę iść - odezwała się, kierując w stronę wyjścia. - Nie zapominaj o tym, że masz wybór. Tylko od ciebie zależy, którą drogą pójdziesz.
         Nie doczekała się odpowiedzi, dlatego nie patrząc za siebie wyszła z pomieszczenia.

####################

         Przyszła do pracy wyjątkowo wcześnie i ku jej wielkiemu zdziwieniu drzwi do gabinetu były otwarte, mimo że z pewnością zamknęła je dzień wcześniej. Powoli weszła do środka, a jej oczom ukazał się kolejny szokujący widok. Otóż na fotelu leżał jak gdyby nic Draco Malfoy z bezczelnie rozwalonymi na jej biurku nogami.
         - Kto cię tu wpuścił? - zapytała ze złością.
         - Sam się wpuściłem - odparł, a na jego wyjątkowo przystojne oblicze wkradł się typowy, złośliwy, ślizgoński uśmieszek. Wygląd mężczyzny diametralnie zmienił się w stosunku do wczorajszego dnia. Jego twarz była umyta, świeżo ogolona, ubrania czyste i jak zwykle ostatnio, wystylizowane na typowego bad boya. Włosy nie przypominały wroniego gniazda, a były ułożone w artystyczny nieład. W powietrzu dookoła niego nie unosił się odór alkoholu, lecz zapach subtelnych, męskich perfum. Krótko mówiąc, przedstawiał naprawdę miły obraz dla oka.
         - Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej - odezwał się, puszczając oczko do kobiety, na co ta prychnęła z oburzenia. Postanowiła nie komentować jego bezczelnej uwagi.
         - Złaź z mojego fotela!
         - Już, już. Nie gorączkuj się tak.
         Podniósł się z fotela, by chwilę później bezlitośnie opaść na kulawe, skrzypiące krzesło, stojące po drugiej stronie biurka.
         - Widzę, że meble wciąż czyhają na życie każdego, kto ich użyje.
         Zignorowała jego uwagę i usiadła na swoim miejscu, by przed rozpoczęciem dalszego szkolenia przejrzeć poranną pocztę. Musiała się trochę uspokoić.
         - Dobrze wybrałeś Malfoy - powiedziała , nie podnosząc wzroku znad kartki. - Ale skąd taka decyzja?
         - Przemyślałem kilka spraw - odparł, wzruszając ramionami.
         - Czyżby moje słowa przemówiły ci do rozumu?
         - Nie schlebiaj sobie. Po prostu zrozumiałem, że gdybym trafił z powrotem do Azkabanu motocyklem chętnie zająłby się Blaise. Moja śliczna Eleanor nie przeżyłaby tego.
         - Jaka Eleanor? - zapytała podnosząc wzrok i brwi. Nic nie słyszała o tym, jakoby Malfoy miał jakąś dziewczynę.
         - Mój motocykl - odparł ze zdziwieniem. - A co myślałaś?
         Wywróciła oczami i wróciła do przeglądania papierów.
         - Nigdy nie zrozumiem facetów - westchnęła.

####################

Bardzo Was przepraszam za tak dłuuugą przerwę, ale w moim życiu działo się ostatnio dużo rzeczy. Nowa szkoła, ogrom pracy i te sprawy. Jednak nie martwcie się, nie zamierzam porzucić pisania, bo to pasja, która rzeczywiście pozwala mi się realizować. Poza tym jako postanowienie na 2018 rok wpisałam sobie: "Pisać, pisać, pisać rozdziały!!!" ;-)
Postaram się jeszcze coś naskrobać w czasie przerwy świątecznej, ale nic nie obiecuję.
Trzymajcie się cieplutko :-* <3

Zoe Collins


niedziela, 13 sierpnia 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 4

         Weszła do swojego gabinetu i usiadła za biurkiem. Ze strachem spojrzała na zegarek. Po wczorajszym incydencie przekonała się, że Malfoy wciąż jest tak samo nieobliczalny. Pobyt w Azkabanie najwyraźniej nie nauczył go pokory nawet w najmniejszym stopniu.
         Równo o 9:30 jej drzwi otworzyły się z głośnym hukiem. Podniosła głowę znad właśnie przeglądanych dokumentów.
         - Czy wszyscy ślizgoni nie potrafią pukać? - zapytała zirytowanym tonem, patrząc na Zabiniego, który właśnie wparował do gabinetu.
         - Wybacz Granger, ale śpieszę się na spotkanie z Potterem - odparł. - Chciałem tylko powiedzieć, że Draco się dzisiaj nie pojawi.
         - A co mu jest? - powiedziała zanim zdążyła ugryźć się w język. Przecież miała w głębokim poważaniu powód jego nieobecności. Prawda?
         - Nie czuje się najlepiej. Trochę przesadził z ognistą - odrzekł krzywiąc się lekko - No cóż, muszę się zbierać. Do zobaczenia.
         Pomachał jej ręką na pożegnanie i wyszedł. Hermiona odetchnęła z ulgą. Chociaż jeden dzień spokoju od tej tlenionej fretki. Odtańczyła mały "taniec radości" i z zapałem zabrała się do dalszej pracy.

####################

         Ku zdziwieniu i jednocześnie uldze panny Granger, Malfoy nie pojawił się na szkoleniu przez cały tydzień. Mimo rosnącej ciekawości, postanowiła nie pytać Zabiniego o powód nieobecności jego najlepszego przyjaciela. Ostatnim, czego chciała, było sprawianie wrażenia przejętej losem znienawidzonego ślizgona. Dlatego korzystając z wolnego czasu pracowała, tak jak to miało miejsce przed rozpoczęciem projektu resocjalizacji. Niestety, jej spokój został dość szybko przerwany, bo wkrótce otrzymała sowę od ministra magii, informującą o potrzebie spotkania w celu przedyskutowania tego tematu.
         Niechętnie udała się do gabinetu Kingsley'a Shacklebolta i po przywitaniu z czarodziejem, usiadła na przeciwko jego biurka.
         - Czy przez ostatni tydzień kontaktowałaś się z panem Malfoyem? - zapytał mężczyzna, zakładając okulary na nos.
         - Nie odczułam takiej potrzeby - odparła stanowczo. - Jak chce wrócić do Azkabanu, to proszę bardzo. Droga wolna.
         Kingsley westchnął ciężko i zmarszczył brwi.
         - Widzę, że wciąż niczego nie rozumiesz Hermiono - powiedział cicho, jakby z namysłem. - Powinnaś wiedzieć, że Draco nie miał żadnego wpływu na swój los. Od urodzenia był szkolony na sługę Voldemorta. Każda próba sprzeciwu kończyła się surową karą. Ten chłopak nie mógł nawet powiedzieć matce, że ją kocha. Okazywanie ludzkich emocji było wielce niepożądane.
         Zapanowała chwila milczenia, w której to Hermiona starała się przetrawić usłyszane słowa, a Minister zastanawiał się, czy dobrze zrobił wyznając dziewczynie prawdę na temat młodego arystokraty. Może chłopak powinien sam o tym z nią porozmawiać.  
         - Myślę, że pan Malfoy naprawdę nie zasługuje na dożywotni pobyt w Azkabanie - oświadczył Kingsley, wyrywając się z zamyślenia. - Sama przecież mówiłaś, że każdy zasługuje na drugą szansę.
         - Ale on od początku naszej znajomości traktował mnie jak coś gorszego. Wielokrotnie życzył mi śmierci. - oburzyła się Hermiona.
         - Na brodę Merlina, oboje jesteście już dorosłymi ludźmi. Trzeba wreszcie zacząć się zachowywać dojrzale i zapomnieć o przykrościach z dzieciństwa - westchnął. - Poza tym, sama wiesz, że Draco od zawsze był zmuszony do naśladowania ojca. Po prostu nie mógł postępować inaczej.
         - Teraz już nie musi słuchać Lucjusza, a wciąż postępuje tak samo - mruknęła, ale Minister jej nie dosłyszał.
         - Wracając do sedna sprawy, należy podjąć odpowiednie kroki i sprawdzić co jest powodem nieobecności pana Malfoya.
         - Co ja mam z tym wspólnego?
         - Jak to? Przecież jesteś jego mentorem i ponosisz za niego część odpowiedzialności. Dlatego też jutro udasz się do Malfoy Manor i przekonasz go do kontynuowania szkolenia.
         Dziewczyna prychnęła ze złością. Nikt nie mówił, że oprócz edukowania będzie miała za zadanie niańczyć tą zapchloną fretkę.
         - A Zabini nie może się tym zająć? Przecież są przyjaciółmi.
         - Wolę, żebyś ty się tym zajęła. Może to sprawi, że zaczniecie się w końcu jakoś dogadywać.
         - Szczerze w to wątpię - odparła zrezygnowana. Wiedziała że nie ma sensu kłócić się z Ministrem. Jutro zjawi się w smoczej jamie i jeśli dopisze jej szczęście może nie wyjdzie z niej ze spalonymi włosami.

####################

         Następnego ranka tuż po wejściu do Ministerstwa otrzymała wskazówki dotyczące tego, jak dostać się do Malfoy Manor. Okazało się, że nie jest to taką prostą sprawą, ponieważ rezydencję otaczały bardzo silne zaklęcia ochronne.
         Powtarzając sobie w myślach wszystkie polecenia aportowała się w niedalekiej odległości od dworu i powoli podążyła w jego stronę. Budynek wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. Mroczny, odstraszający, otoczony ogromnym ogrodem z mnóstwem fontann i wysokim płotem z kutego żelaza.
         Przełknęła ślinę, czując jak przeszywa ją dreszcz strachu, a ręce pokrywa gęsia skórka. Złe wspomnienia krążyły po jej głowie nie dając spokoju. Przystanęła na chwilę, by zebrać się w sobie. Wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej.
         Wkrótce dotarła do bramy i stuknęła różdżką w wiszącą na niej kłódkę. Usłyszała głośne skrzypienie furtki. Jej oczom ukazał się niski, łysiejący mężczyzna ubrany w elegancki frak. Zdziwił ją brak skrzata domowego
         - Dzień dobry. - odezwała się. - Chciałabym spotkać się z panem Draconem Malfoyem.
         - Pan Malfoy nie życzył sobie żadnych gości - odparł mężczyzna, patrząc na kobietę podejrzliwie.
         - Jestem z ministerstwa - odparła, wyciągając z kieszeni odznakę aurora.
         Lokaj skrzywił się lekko, ale chwilę później jego twarz znowu przybrała kamienny wyraz.
         - W takim razie proszę za mną - powiedział z wyraźną niechęcią.
         Najwyraźniej uczy się nawyków swojego pracodawcy - pomyślała z przekąsem Hermiona.
         Weszli przez bramę na żwirową ścieżkę. Kamyczki głośno chrzęściły pod jej stopami, mimo że starała się delikatnie stawiać stopy. Mężczyzna przed nią jakimś cudem szedł zupełnie bezszelestnie. Kiedy w końcu dotarli do drzwi zastukał mosiężną kołatką. Kliknęło kilka zamków i wrota otworzyły się, skrzypiąc niemiłosiernie.
         Przekroczyli próg długiego, ciemnego korytarza, by następnie wspiąć się marmurowymi schodami i wejść do ogromnego pomieszczenia, które ku swojemu nieszczęściu doskonale pamiętała. To właśnie tu znęcała się nad nią Bellatriks Lestrange. Blizna na przedramieniu mocno zapiekła.
         - Co ty tu robisz Granger?  

####################

 W najbliższym czasie dodam kolejny, mam nadzieję ostatni rozdział "Ucieczki". Przepraszam za tak długi czas oczekiwania na rozdziały. Niby są wakacje i dużo wolnego czasu, ale ciągłe wyjazdy nie sprzyjają pisaniu postów.
Chyba powinnam przestać obiecywać szybkie dodawanie rozdziałów, bo sama nie wiem kiedy będę miała na to czas, a kiedy nie. W każdym razie opowiadań na pewno nie porzucę ;-) Nie martwcie się.

Pozdrawiam, 
Zoe Collins


czwartek, 27 lipca 2017

MINIATURKA "UCIECZKA" CZĘŚĆ II

         Powoli otworzyła powieki, a na jej twarz wypłynął lekki uśmiech. Dawno nie czuła się tak wypoczęta. Ciągłe koszmary i warty nocne nie pozwalały przesypiać w spokoju całych nocy.
         Chciała wstać, by zacząć rozkoszować się miło rozpoczętym dniem, jednak coś ją powstrzymało. Tym czymś było silne ramię owinięte wokół jej talii. Odwróciła głowę w stronę przeszkody i zamarła. Tuż obok niej leżał Draco Malfoy, śpiąc w najlepsze. Jego przystojna twarz była niezwykle spokojna, usta lekko otwarte, a  jasne włosy rozrzucone w artystycznym nieładzie. Wyglądał tak słodko i rozkosznie, że nie mogła oderwać od niego wzroku.
         Po kilku minutach otrząsnęła się chwilowego transu. Delikatnie, by go nie obudzić wyplątała się z uścisku. Chłopak poruszył się nieznacznie i wymamrotał coś niezrozumiałego, ale ku zadowoleniu Hermiony dalej spokojnie spał. Na palcach wyszła z namiotu, po drodze zarzucając na ramiona kurtkę. Usiadła na pieńku, a jej myśli zaczęły błądzić wokół pewnego ślizgona.
         Od nieszczęsnego pobytu w Malfoy Manor jego zachowanie było delikatnie mówiąc dziwne i nieprzewidywalne. Zamiast wyzywać ją od szlam, wspierać ciotkę podczas tortur, życzyć jej śmierci w straszliwych męczarniach, opatruje ją, ratuje z opresji i pomaga. Co było powodem tak diametralnej zmiany? Dlaczego chłopak, który od zawsze uprzykrzał jej życie nagle się o nią troszczy? Tyle nurtujących pytań, żadnych odpowiedzi. Jakby tego było mało wciąż czuła na sobie jego piękny, mącący w głowie zapach.
         - Widzę, że już ciepło księżniczce - podskoczyła, słysząc głos Malfoya. Odwróciła się w jego stronę. Stał z rękami w kieszeniach i ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Skwitowała jego wypowiedź cichym prychnięciem.
         Nastała chwila milczenia, w której to chłopak usiadł, tuż obok dziewczyny. Przypatrywali się sobie nawzajem, wciąż nie mówiąc ani słowa. Dopiero tej nocy poczuli, jak bardzo doskwierała im samotność. Niby przebywali razem, ale kompletny brak możliwości wygadania się drugiej osobie pogłębiał i tak ciężką, dręczącą ich depresję.
         - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego robisz to wszystko? - zapytała przerywając ciszę. Wyraz jego twarzy z ironicznego stał się nieodgadniony. Przeczesał nerwowo włosy i westchnął.
         - Po prostu nie chcę być taki jak moja rodzina - wymamrotał. - Te ich poglądy na temat czystości krwi kompletnie mijają się z prawdą.
         Na te słowa Brązowowłosa otworzyła usta ze zdziwienia i wytrzeszczyła oczy. Przez sześć lat znajomości z Blondynem nie spodziewała się usłyszeć od niego takiego wyznania. Draco Malfoy krytykujący swoją rodzinę?! Przecież to niedorzeczne.
         - Pewnie miałaś mnie za bezdusznego śmierciożercę, tępiciela szlam niezdolnego do jakichkolwiek ludzkich uczuć - stwierdził z wyraźną goryczą, tępo wpatrując się przed siebie.
         - A za kogo miałam cię mieć skoro tak chętnie obrażałeś osoby urodzone w mugolskich rodzinach, a swojego ojca, zagorzałego śmierciożercę, dosłownie ubóstwiałeś - odparła oskarżycielskim tonem, na co chłopak spuścił głowę i wbił w wzrok w swoje dłonie.
         - Kiedy postanowiłeś przejść na słuszną stronę - spytała po chwili, już nieco spokojniejszym głosem.
         - Po tym, jak dowiedziałem się o śmierci mojej matki. To było dla mnie jak impuls. Od razu po przeczytaniu listu od ojca, który wyraźnie mówił, że to on jest za to odpowiedzialny, pobiegłem do Dumbledore'a, wiedząc, iż jest on jedyną osobą, która może mi pomóc. Nie pomyliłem się. Pozwolił mi zostać szpiegiem zakonu. Później wtajemniczył mnie w cały wasz plan i w razie problemów taki jak ten ze schwytaniem ciebie przez szmalcowników, miałem pomóc. To była słuszna decyzja, dzięki której nie splamiłem krwią swoich rąk. Wreszcie miałem odwagę postawić się ojcu.
         Kiedy skończył opowiadać ponownie nastała między nimi cisza. Hermiona próbowała przyjąć te wszystkie informacje do wiadomości, Draco czekał na jej reakcję. Po kilku minutach Gryfonka otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała prosto w oczy swojego towarzysza. Przy okazji zauważyła, że miały one piękny, szaroniebieski odcień.
         - Zawsze wierzyłam, że pod tą twoją skorupą nienawiści kryje się cząstka dobra - oświadczyła nieśmiało. - Dziękuję za to, że uratowałeś przed śmiercią.
         - Nie ma za co - odparł trochę zawstydzony, w końcu nigdy nie spodziewał się usłyszeć pochwały z ust Hermiony Granger. - Mam nadzieję, że uda mi się chociaż w najmniejszym stopniu odkupić swoje winy.

####################

         Od tamtego poranka ich relacje znacznie się poprawiły. Codziennie spędzali razem dużo czasu na planowaniu dalszych działań, rozmowach czy zwykłym wspólnym milczeniu. Ich dni co prawda dalej polegały głównie na wędrówce, rzucaniu zaklęć ochronnych i staniu na warcie, jednak czuli się dużo raźniej.
         Jednocześnie zamiast zwykłej sympatii oboje zaczęli odczuwać coś więcej. Każdy przypadkowy dotyk czy bliskość powodowały szybsze bicie serca i dziwny, ale przyjemny dreszcz. Jednak żadne z nich nie miało odwagi się do tego przyznać, szczególnie, że było jeszcze stanowczo za wcześnie na mówienie o wzajemnym zaufaniu.

####################

         Któregoś wieczoru siedzieli przed namiotem, odpoczywając po całodniowej podróży, kiedy oślepiło ich jasnoniebieskie światło. Na leśnej polanie, niedaleko ich obozu pojawił się srebrzysty jeleń. Hermiona od razu rozpoznała w nim patronusa Harry'ego. Zerwała się z miejsca i wpatrywała się zwierzę, zmierzające w ich kierunku. W pewnym momencie jeleń przemówił głosem jej czarnowłosego przyjaciela.
         - Mamy nadzieję, że jesteś już bezpieczna, a ta tchórzofretka nie zawiodła - na wzmiankę o tchórzofretce Draco skrzywił się lekko. - Póki co nie udało nam się znaleźć kolejnego horkruksa i nawet nie wiemy, gdzie szukać. Potrzebujemy twojej pomocy. Spotkajmy się w Muszelce na przedmieściach Tinworth. Dom otoczony jest silnym zaklęciami ochronnymi, dlatego musicie się aportować się na plaży. Uważaj na siebie Miona.
         Po wypowiedzeniu ostatniego słowa patronus rozpłynął się w powietrzu. Dziewczyna jeszcze długo wpatrywała się w miejsce jego zniknięcia. Kamień spadł jej z serca na wieść, że Harry i Ron są bezpieczni.
         - Czeka nas kolejna podróż - westchnął Draco, wyrywając Hermionę z chwilowego odrętwienia. Niezbyt podobał mu się pomysł spotkania z resztą Złotego Trio. Przez te kilka tygodni był bardzo zadowolony z towarzystwa Brązowowłosej i zwyczajnie nie chciał się nią z nikim dzielić, a już szczególnie z Bliznowatym i Łasicą. Bał się, że oboje zaczną ją nastawiać przeciwko niemu, albo co gorsza przypomni sobie ona o miłości do tego rudego śmierdziela.
         - Na to wygląda - odparła dziewczyna, uśmiechając się na myśl o ponownym zobaczeniu przyjaciół. - Swoją drogą nie sądziłam, że Harry potrafi wyczarowywać mówiące patronusy.

####################

Oto kolejna część miniaturki!!! W najbliższym czasie postaram się dodać w końcu kolejny rozdział "Odcieni szarości", bo niestety trochę zaniedbałam to opowiadanie, za co przepraszam.

Pozdrawiam cieplutko,
Zoe Collins

sobota, 8 lipca 2017

MINIATURKA "UCIECZKA" CZĘŚĆ I

         - Crucio! - usłyszała kolejny raz, a jej wymęczone ciało przeszył rozdzierający ból. Zacisnęła zęby, żeby nie krzyknąć. Nie chciała dać czarnowłosej kobiecie satysfakcji. Ukradkiem spojrzała na swoje przedramię. Z wyrytego nożem napisu "Szlama" obficie spływała krew, tworząc szkarłatną plamę na marmurowej podłodze.
         - Nadal nic nie powiesz? - wysyczała Bellatriks, chwytając Hermionę za włosy i podciągając ją ku górze. - Draco!
         Tuż przy nich zmaterializował się wysoki, blond-włosy chłopak.
         - Zawlecz szlamę do lochów - rozkazała Bella, puszczając dziewczynę, tak że ta boleśnie upadła na posadzkę. Blondyn skinął głową i nie siląc się na delikatność złapał nie zranioną rękę  Gryfonki, by chwilę później ciągnąć ją za sobą jak worek ziemniaków.
         W ciszy przemierzali długie korytarze. Dziewczyna nie miała siły przyjrzeć się wnętrzom, jednak wiedziała, że są zimne i mroczne. Kiedy znaleźli się w lochach do wszechobecnego chłodu doszedł jeszcze okropny zapach zgnilizny.
         W pewnym momencie Draco się zatrzymał, by otworzyć skrzypiące, metalowe drzwi. Wszedł do ciemnego pomieszczenia i ku wielkiemu zdziwieniu Hermiony, ostrożnie wciągnął ją do środka. Uścisk na jej nadgarstku też wyraźnie zelżał.
         - Zaraz wrócę po twoją torebkę - usłyszała szept blondyna przy swoim uchu. - Wydostaniemy się stąd.
         Chłopak delikatnie ułożył dziewczynę na podłodze i po chwili namysłu przykrył swoją marynarką. Następnie wyszedł zamykając za sobą drzwi.
         Nie wierzyła w to co się działo. Jeszcze niedawno planowała dalsze poszukiwanie horkruksów razem z Harrym i Ronem, a teraz leży ledwo żywa w lochach swoich śmiertelnych wrogów. Jednak tym, co najbardziej ją zaszokowało były słowa i zachowanie młodego Malfoya.
         - Chyba zaczęłam majaczyć - powiedziała do siebie, bardziej wtulając się w okrywające ją ubranie. Jednocześnie poczuła piękny zapach męskich perfum, dzięki któremu smród zgnilizny przestał być dokuczliwy. Wycieńczona bólem, otulona wspaniałą wonią wkrótce zasnęła.

####################

         Otworzyła zaspane oczy i mocno ziewnęła. Rozejrzała się dookoła. Zamiast zimnych kamiennych murów otaczały ją płócienne ściany znajomego namiotu. Odetchnęła z ulgą.
         - To był tylko zły sen - pomyślała, przeciągając się. Powoli wstała z niewygodnej pryczy i narzuciła na siebie puchową kurtkę. Przeszukała kieszenie, ale nie znalazła różdżki. Postanowiła porozmawiać na ten temat z Harrym i Ronem.
         Podeszła do wyjścia i odsunęła, zasłaniający je materiał. Jednak zamiast znajomych rudej i kruczoczarnej czupryny, jej oczom ukazały bardzo jasne blond włosy, które mogły należeć tylko do jednej osoby.
         - Malfoy! - wrzasnęła, odwracając uwagę chłopaka od czytanej książki.
         - Tak mam na nazwisko. Gratuluję spostrzegawczości Granger - zakpił Arystokrata i odłożył lekturę na bok.
         - Co ty tutaj w ogóle robisz? - zapytała zdenerwowanym głosem, ignorując sarkastyczną uwagę. - Gdzie są Harry i Ron?
         - Ja siedzę, słuchając twoich wrzasków, a Bliznowaty i Łasica dalej wypełniają misję - odparł wstając z zajmowanego miejsca. - Uspokój się, nie po to wyciągnąłem cię z tych śmierdzących lochów, żeby teraz zrobić ci krzywdę.
         Na te słowa dziewczyna wybałuszyła oczy i otworzyła usta w geście zdziwienia. Następnie prędko odwinęła rękaw kurtki, by spojrzeć na swoje przedramię. Tak, jak się spodziewała widniał na nim wyryty nożem napis "Szlama". Z jej oczu momentalnie pociekły łzy. Szybko starła je dłonią, ale mimo tego nie umknęły uwadze Dracona.
         - Próbowałem coś z tym zrobić, ale najwyraźniej Bellatriks użyła przeklętego sztyletu - powiedział, a na jego przystojnym obliczu odmalowała się troska wymieszana z goryczą. Imię ciotki wymówił z wyraźną pogardą. Hermiona zakryła bliznę i z powrotem spojrzała na chłopaka. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że pan czystokrwisty arystokrata Draco Malfoy mógłby zachować się w taki sposób.
         Zapanowało niezręczne milczenie. Oboje nie mieli pojęcia jak zachować w takiej sytuacji, dlatego wpatrywali się w siebie wyraźnie zakłopotani.
         - Aaa, i tu masz swoją różdżkę - odezwał się ślizgon, sięgając do kieszeni swetra. - Twoja torebka leży na stoliku.
         - Dziękuję - odparła wyciągając rękę po swoją własność. Ich palce na ułamek sekundy się zetknęły, wywołując dziwne uczucie przyciągania między nimi. Policzki dziewczyny oblał delikatny rumieniec, dlatego nie zważając na reakcję chłopaka wbiegła do namiotu
         To wszystko nie mieściło się w jej głowie. Draco Malfoy ratuje ją z opresji, opatruje rany, z pogardą mówi o członkach rodziny, rozmawia z nią w cywilizowany sposób. Każdą z tych informacji trudno będzie przyjąć do wiadomości.

####################

         Od kilku dni wędrowali po puszczy, by nie dać się złapać ścigającym ich śmierciożercom. Unikali swojego towarzystwa, w razie potrzeby odzywali się do siebie jedynie półsłówkami. Dzięki temu nie dochodziło między nimi do kłótni i niezręcznych sytuacji.
         Jednak pewnego dnia, a raczej pewnej nocy w ich relacjach nastąpił przełom. Draco siedział na warcie przed namiotem, kiedy usłyszał rozdzierający wrzask. Natychmiast wbiegł do środka, wyciągając różdżkę. Na swojej ciasnej pryczy leżała Hermiona rzucając się i krzycząc. Bez wahania dopadł do dziewczyny, by chwilę później zamknąć ją w uścisku.
         - Spokojnie, jestem tu - wyszeptał do ucha Gryfonki, czując jak jej wątłe ciało po chwili rozluźnienia zaczyna się trząść. Hermiona otworzyła oczy.
         - Czemu tu jest tak zimno - zapytała cichym głosem. Chłopak odsunął od siebie dziewczynę i przyłożył rękę do jej czoła. Z ulgą stwierdził, że nie jest rozpalone.
         - Zaraz jakoś na to poradzę - odparł i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu jakiegoś nakrycia. Niestety, żaden przedmiot w pobliżu nie był przydatny, dlatego bez długiego namysłu położył się  Brązowowłosej, tak że jej głowa spoczywała na jego klatce piersiowe, a on sam mógł ją spokojnie opleść ramionami. Przykrył ich szczelnie kocem, a dziewczyna mocniej się w niego wtuliła i po chwili usnęła ukołysana spokojnym biciem jego serca oraz pięknie pachnącymi perfumami.
         Draco natomiast długo wpatrywał się w śliczną twarz swojej towarzyski, dopóki jej miarowy oddech, kwiatowy zapach szamponu do włosów i jego nie utuliły do snu.

####################

Bardzo przepraszam za tak długą nieobecność. Niestety, pojawiam się tu tylko na chwilę, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do komputera. Dlatego też możecie się spodziewać kolejnej części miniaturki po 22.07.
Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że po wyżej podanym terminie uda mi się jakoś wynagrodzić opóźnienia.

Pozdrawiam,
Zoe Collins

poniedziałek, 12 czerwca 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 3

            - Mam dość tej bladej fretki - żaliła się Hermiona, siedząc razem z Ginny na kanapie w salonie.
         - Wiesz co Miona? Ja mam dziwne wrażenie, że on ci się podoba - oświadczyła rudowłosa po chwili namysłu. Twarz starszej Gryfonki momentalnie pokryła się rumieńcem.
         - Wcale nie! Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? - zapytała z oburzeniem.
         - Ostatnio wyjątkowo często o nim wspominasz. Temat rozmowy za każdym razem schodzi na niego.
         - Nieprawda! Ja wcale...
         - Oj, przestań się wypierać - przerwała jej panna Weasley - Wcale ci się nie dziwię. Niezłe z niego ciacho, a od czasu zerwania z moim przygłupim bratem nie miałaś żadnego faceta.
         - Masz jeszcze coś bardziej dołującego do powiedzenia?
      - Nie mówię tego, żeby ci dokuczyć. Po prostu uważam, że potrzebujesz mężczyzny w swoim życiu.
         - Świetnie radzę sobie sama, a poza tym mam Krzywołapa. Naprawdę bardzo dobrze się dogadujemy.
         Ginny spojrzała na przyjaciółkę z politowaniem.

#################################

         Siedziała w swoim gabinecie, kiedy tak jak co rano do środka wparował Malfoy. Rzucił się na kanapę, przez co mebel zaskrzypiał niemiłosiernie.
         - Nauczysz się kiedyś pukać? - zapytała zirytowana. - I szanować meble w moim gabinecie?
         - Nie sądzę - odparł uśmiechając się ironicznie. - Nauczysz się kiedyś ujarzmiać szopę na głowie?
         Kobieta zacisnęła pięści. Jej włosy wcale nie przypominały szopy. Chciała się czymś odgryźć, ale postanowiła nie zaczynać kolejnej dziecinnej kłótni.
         - Musimy już iść - westchnęła rozluźniając się.
         Jednocześnie podnieśli się ze swoich miejsc i podążyli w stronę wyjścia. Arystokrata otworzył drzwi, przepuszczając Gryfonkę pierwszą. Kobieta uniosła brwi w geście z zdziwienia.
         - No co? Z tyłu jest na co popatrzeć - zaśmiał się, przyozdabiając twarz uwodzicielskim uśmiechem.
         - Czy ty jesteś jakiś bipolarny? - prychnęła brązowowłosa.
         - Bi co?
         - Raz jesteś złośliwym dupkiem, raz podrywaczem. Twoja osobowość zmienia się jak w kalejdoskopie.
         - W kalejdo czym?
         - Nieważne.

################################

         - Źle, źle, źle! - powtórzyła po raz kolejny - Przyłóż się w końcu Malfoy. Trzylatek pokonałby cię w pojedynku.
         - Myślisz, że się nie staram - spytał przez zaciśnięte zęby - Może jesteś słabą nauczycielką.
         - Albo ty do niczego się nie nadajesz! - odburknęła - Niby taki czysto-krwisty, a nie radzi sobie z najprostszymi zaklęciami!
         W jednej chwili znalazł się przy niej i przygwoździł ją do szafki z podręcznikami do obrony przed czarną magią. Kobieta skuliła się, widząc jak blondyn góruje nad nią wzrostem. Różdżka wyślizgnęła się z jej ręki, przez co jej szanse na ucieczkę z żelaznego uścisku zmalały do zera.
         - Nikt nie będzie mnie obrażał - wysyczał do ucha przerażonej Gryfonki, zaciskając palce na jej ramionach - A już szczególnie taka brudna szlama jak ty.
         Jej serce biło jak szalone, kiedy patrzyła w jego szare oczy, które w tym momencie ukazywały czystą wściekłość. Z jednej strony odczuwała zażenowanie z powodu bliskości blondyna, a z drugiej ogarniał strach, że zrobi jej krzywdę.
         - Przepraszam - wymamrotała, czując łzy na policzkach. Mężczyzna uniósł brwi i puścił ją. Chwycił swoją, wiszącą na wieszaku kurtkę, by chwilę później wyjść z pomieszczenia, trzaskając drzwiami.

################################

         Leżał na sofie, trzymając w ręce do połowy pustą butelkę po ognistej whisky. Ze znudzeniem patrzył na wyblakły już mroczny znak na przedramieniu. Obiecał sobie, że nie będzie taki jak ojciec, a tymczasem kolejny raz stracił nad sobą panowanie i o mały włos skrzywdził niewinną kobietę. Z wściekłością rzucił naczyniem o najbliższą ścianę, tak że rozbiło się z głośnym hukiem. Bursztynowy płyn spłynął na podłogę, tworząc plamę na drogim, perskim dywanie.
         Mężczyzna usiadł gwałtownie i złapał jasne kosmyki na głowie. Powinien był zostać w Azkabanie. Zasłużył na to. Wyjął różdżkę z kieszeni, by zaklęciem przywołać kolejną butelkę whisky. Odkręcił korek i pociągnął duży łyk alkoholu. Ciecz przyjemnie zapiekła go w gardło.

###############################

         - Oj Smoku, Smoku - westchnął Blaise, wchodząc do salonu. - Zostawiłem cię samego na jeden wieczór.
         Salon w Malfoy Manor przypominał pobojowisko. Na podłodze piętrzyły się potłuczone butelki po ognistej whisky oraz opakowania papierosów, natomiast na kanapie spał sobie w najlepsze blond-włosy arystokrata, chrapiąc donośnie. Jego ubranie było wygniecione i poplamione, a włosy sterczały we wszystkie strony, domagając się grzebienia, lub choćby kropli "Ulizanny". Wszystko razem przedstawiało dość żałosny widok.
         Ciemnoskóry mężczyzna ponownie westchnął i kilkoma machnięciami różdżki posprzątał pokój. Następnie podszedł do przyjaciela, by go obudzić. Zaczął klepać jego ramię oraz twarz. Blondyn obrócił się na bok i zaczął bełkotać coś o nieznośnych babach z ministerstwa.
         - No cóż, chyba nie pozostawiasz mi wyboru - powiedział do siebie Blaise, celując w śpiącego różdżką. - Aguamenti.
         Czując zimny strumień wody na twarzy, Draco momentalnie zerwał się z miejsca.
         - Oszalałeś Diable! - wrzasnął, zakrywając mokrą twarz rękami. Przy takim bólu głowy światło z pewnością nie było sprzymierzeńcem. - Co z tobą nie tak?
         - Za 20 minut rozpoczyna się twoje szkolenie - odparł brunet patrząc na zegarek. - Nie wiem jak, ale doprowadź się do porządku. Nie możesz iść do ministerstwa wyglądając, jak kloszard.
         Na te słowa blondyn przeklął szpetnie i z powrotem położył się na kanapie, nie zważając na przemoczone ubranie.
         - Nigdzie się nie wybieram - oświadczył, zatapiając twarz w poduszkach - Zostaw mnie w spokoju.
         - Znowu chodzi o Granger? Przecież ona chyba nie jest aż tak zła - zapytał Blaise ze zdziwieniem w głosie.
         - Przez nią tracę nad sobą kontrolę.
         - Czyżbyś w końcu postanowił przyznać, że jest zniewalająco piękna i nie możesz powstrzymać się od rzucenia się na nią? - zaśmiał się brunet.
         Smok podniósł głowę z kanapy, by spojrzeć spode łba na przyjaciela.
         - Nie powstrzymałem się - odparł. - Ale tylko po to, by prawie zrobić jej krzywdę i nazwać brudną szlamą.
         Zapanowała chwila milczenia, podczas której brunet wypuścił głośno powietrze z płuc, a blondyn niezgrabnie wstał z kanapy, by zataczając się podążyć w stronę łazienki.

################################

         Ubierając się do pracy, zauważyła na swoich ramionach siniaki oraz ślady po paznokciach. Westchnęła ciężko. Dzień był bardzo upalny, a ona nie mogła sobie pozwolić na założenie koszuli bez rękawów.
         - No cóż, najwyżej się ugotuję - powiedziała do siedzącego na posłaniu Krzywołapa. Włożywszy zakrywające ramiona ubranie, udała się do przedpokoju, by spojrzeć w lustro. Nieprzespana z powodu koszmarów noc wyraźnie dała o sobie znać. Sine oznaki zmęczenia odznaczały się na bladej skórze, sprawiając, że nastrój Gryfonki, o ile to możliwe, stał się jeszcze bardziej podły. Usiadła z bezsilności, rozpamiętując poprzedni dzień. Miała nadzieję, że problemy z czystością krwi zostały zażegnane tuż po pokonaniu Voldemorta i już nigdy nie zostanie nazwana szlamą.

         - Nadzieja matką głupich - westchnęła, podnosząc się z miejsca. Założyła niewygodne szpilki i z cichym trzaskiem deportowała się do ministerstwa.

Witam po dość długiej przerwie. Postaram się dodawać częściej rozdziały, ponieważ wreszcie będę miała na to czas.
Pozdrawiam Zoe Collins :-)

środa, 3 maja 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 2

            Następny dzień, szczęśliwie nie był tak upalny jak poprzedni. Draco jak co rano siedział na tarasie Malfoy Manor, paląc papierosa.
         - Wciąż trujesz się tym mugolskim świństwem Smoku? - zapytał Blaise, zajmując miejsce obok przyjaciela.
         - Muszę się jakoś przygotować na spotkanie z Granger - odparł Draco, zaciągając się używką. - Ta wredna jędza doprowadzi mnie do szału.
         - Oj nie narzekaj - zachichotał Zabini. - Ty przynajmniej będziesz miał na co popatrzeć, a nie to co ja. Zamiast jakieś ładnej dziewczyny przydzielili mi Bliznowatego.
         - Taaa, dziewczyny, chyba samicy bobra - prychnął blondyn.
         - Nie kłam, że nie zrobiła na tobie wrażenia. Jest dokładnie w twoim typie.
         - Wcale nie! - wykrzyknął z oburzeniem w głosie pan Malfoy, wyrzucając niedopałek i przydeptując go butem.
         - Myślisz, że nie widziałem jak zawsze wodziłeś za na nią wzrokiem?
         - Możesz się w końcu zamknąć Diable! Mam dosyć tej bezsensownej gadki.
         Blaise przewrócił oczami, ale już nic nie powiedział. Draco i tak wyglądał na rozjuszonego. Zerwał się z miejsca i wybiegł z domu. Na podjeździe jak zwykle czekał na niego ukochany motocykl. Założył kask, zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę, wsiadł na maszynę i odjechał z piskiem opon.

#########################################################

         Jak każdego dnia obudziło ją donośne miauczenie Krzywołapa, domagającego się jedzenia. Powoli wyczołgała się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Przez całą noc dręczyły ją myśli związane z blondwłosym arystokratą. Przewracała się z boku na bok, przypominając sobie wszystkie nieprzyjemne sytuacje z fretką w roli głównej. Od wyzwisk, poprzez złośliwe uwagi, kończąc na torturach Bellatriks. Na wspomnienie tego ostatniego jej blizna na przedramieniu ponownie dała o sobie znać. Aby zająć umysł czymś innym poszła do kuchni by nakarmić głodnego pupila.        
         Wiedząc, że nie będzie w stanie przełknąć dużego śniadania, zjadła jedynie tosta z odrobiną dżemu. Następnie ubrała się w roboczy strój, czyli białą koszulę oraz zestaw składający się z szarego żakietu i czarnej ołówkowej spódnicy. Na stopy założyła znienawidzone szpilki. Włosy, które szczęśliwie nie były już szopą, postanowiła zostawić rozpuszczone. Twarz przyozdobiła delikatnym makijażem.
         Tuż przed wyjściem przejrzała się w lustrze. Elegancki, schludny wygląd zawsze dodawał jej pewności siebie. Odetchnęła głęboko kilka razy, jeszcze raz przeczesała włosy i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

########################################################

         Przed wejściem do gabinetu czekała na nią poranna poczta. Otrzymała informację, że fretka powinna zjawić się u niej o 9:30. Spojrzała na zegar i odetchnęła z ulgą widząc, że ma jeszcze chwilę czasu na ogarnięcie biurka. Powoli zaczęła segregować teczki z papierami, kiedy przypadkiem trafiła na dokumentację Malfoya. Nie zastanawiając się w jaki sposób, trafiła na jej miejsce pracy jego kartoteka, postanowiła ją przejrzeć. Trafił na 3 lata do Azkabanu za bycie śmierciożercą, jego rodzice zostali zamordowani za zdradę przez fanatyków Voldemorta, nie przyczynił się do niczyjej śmierci... Zrobiło jej się wstyd. Dzień wcześniej bezpodstawnie nazwała go mordercą. Zagryzła wargę i odłożyła teczkę z powrotem na biurko.
         Chwilę później jej drzwi otworzyły się zamaszyście i do gabinetu wszedł Draco. Rozsiadł się na starej, zapadniętej kanapie, jednocześnie kładąc nogi na rozklekotanym stoliku kawowym. W jednej chwili Hermiona zapomniała o jakichkolwiek wyrzutach sumienia.
         - Powinnaś zainwestować w nowe meble Granger - powiedział arystokrata, uśmiechając się bezczelnie. - Używając obecnych, można nabawić się kalectwa.
Dziewczyna zacisnęła gniewnie usta.
         - Powinieneś nauczyć się kultury Malfoy - odburknęła. - Zdejmij kopyta ze stolika.
Blondyn zaśmiał się cicho, ale o dziwo wykonał polecenie. Jako arystokrata, mimo wszystko musiał dbać o maniery. W pewnym momencie rzuciła mu się w oczy, leżąca na biurku jego dokumentacja.
         - Widzę, że wciąż jesteś tak samo wścibska. Dowiedziałaś się o mnie czegoś ciekawego? - zapytał, sięgając po swoją teczkę. Hermiona postanowiła nie reagować na tę zaczepkę. Wzruszyła ramionami i zaczęła wypełniać formularz dotyczący kursu przygotowawczego dla aurorów.
         - Resztę musisz wypełnić ty - odezwała się po chwili milczenia dziewczyna. Podała kartkę i długopis Malfoyowi.
         Podczas, gdy wpisywał informacje w odpowiednie rubryki, miała chwilę na to, by przyjrzeć mu się dokładniej. Stwierdziła, że tak radykalna zmiana stylu wyszła mu na dobre. Zamiast mnóstwa szytych na miarę garniturów w jego szafie musiały teraz najwyraźniej gościć same skórzane kurtki i powycierane jeansy. Niegdyś bezlitośnie przylizane, platynowe włosy były teraz artystycznie roztrzepane. Cera miała wciąż bardzo blady odcień. Piękne, szare oczy, obecnie uważnie śledzące tekst, nadal hipnotyzowały
         - Wiem, że jestem zabójczo przystojny, ale nie musisz pożerać mnie wzrokiem  -  powiedział nagle blondyn, nie podnosząc spojrzenia znad kartki. Na policzkach dziewczyny pojawiły się rumieńce złości.
         - Chyba coś ci się przywidziało narcyzie - prychnęła.
         - I tak wiem, że ci się podobam - zaśmiał się, puszczając do Hermiony oczko i uśmiechając się bezczelnie. Gryfonka otworzyła usta z oburzenia, ale nic nie powiedziała.

##########################################################

         Kiedy dotarli do sali szkoleniowej, Blaise i Harry właśnie się pojedynkowali. Walka była niezwykle zaciekła. Powietrze co chwila przecinały ze świstem różnokolorowe, niewerbalne zaklęcia. W pewnym momencie szala zwycięstwa przechyliła się zdecydowanie na korzyść Gryfona i po chwili różdżka Ślizgona poszybowała prosto do ręki przeciwnika. Oboje ciężko dyszeli, a z ich włosów płynęły krople potu.
         - Teraz nasza kolej Malfoy - powiedziała Hermiona, zdejmując szpilki, aby przypadkiem nie runąć na podłogę podczas pojedynku. Stanęli naprzeciwko siebie w dość dużej odległości. Skinęli sobie delikatnie głowami i bez słowa zaczęli miotać w siebie zaklęciami.
         Nie minęły nawet 2 minuty od rozpoczęcia pojedynku, kiedy blondyn leżał na macie rozmasowując obolały tył głowy. Brązowowłosa natomiast dumnie obracała broń przeciwnika w palcach.
         - Co tak słabo? - spytała z udawaną troską w głosie, uśmiechając się złośliwie. - Czyżby pan czystokrwisty arystokrata zapomniał jak używa się czarów?
         - Trudno, żeby w Azkabanie ktoś pozwolił się pojedynkować - odburknął, próbując się pozbierać. Wyglądał na opanowanego, ale w rzeczywistości gotował się ze złości. Nienawidził przegrywać.

#######################################################

Mamy za sobą kolejny rozdział "Odcieni szarości". W najbliższym czasie możecie się spodziewać miniaturki ;-). Piszcie proszę w komentarzach co sądzicie  tej części. Wasze zdanie wiele dla mnie znaczy. <3
Pozdrawiam cieplutko, Zoe Collins 

poniedziałek, 1 maja 2017

SPAM

Jeśli ktoś ma ochotę polecić mi jakieś fajne blogi i opowiadania związane z serią o Harrym Potterze to serdecznie zapraszam do podawania linków w komentarzach. Oczywiście możecie pisać na temat swoich dzieł. Na pewno chętnie na nie zerknę. ;-)
                                                                                 
                                                                                 Pozdrawiam,

                                                                                   Zoe Collins

niedziela, 30 kwietnia 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 1

            Lipiec tego roku był wyjątkowo upalny. Słońce grzało niemiłosiernie, przyprawiając siedzącą nad stertą papierów Hermionę o ból głowy. Stojący w kącie gabinetu wiatraczek kompletnie nic nie dawał, dlatego dziewczyna dodatkowo próbowała wachlować się teczką z dokumentami. W pewnym momencie usłyszała pukanie do drzwi.
         - Proszę - krzyknęła. W progu zobaczyła rozczochraną, kruczoczarną czuprynę Harry'ego.
         - Mam do ciebie sprawę, która na pewno cię nie ucieszy - powiedział brunet, siadając na starym, lekko już wysłużonym krześle. Hermiona westchnęła pióro do kałamarza i spojrzała w zielone oczy przyjaciela unosząc brwi.
         - Kingsley chciałby, żebyś wzięła udział w pewnym projekcie dotyczącym wychodzących ma wolność więźniów Azkabanu.
         - Mam przecież tyle pracy - powiedziała wskazując na swoje zawalone dokumentami biurko. - Kiedy ja znajdę czas na jakiś dodatkowy projekt?
         - Zostaniesz zwolniona z większości obowiązków na ten czas.
         - Ale ja muszę dokończyć te sprawy!
         - Miona, błagam cię, nie złość się. To wymysł Kingsleya, a nie mój.
Dziewczyna ponownie westchnęła.
         - No dobrze. Wytłumacz mi proszę, o co chodzi w tym projekcie i czego dokładnie dotyczy.
         Harry, na znak, że właśnie nadszedł czas na wyjawienie tej gorszej części, przeczesał nerwowo włosy.
         - Projekt będzie dotyczył integracji wybranego więźnia z nowo odbudowanym po wojnie światem czarodziejów.
         - Ale to bez sensu. Sama większość z nich zamknęłam w Azkabanie.
         - Dlatego tobie przypadnie ktoś, kogo nie zamknęłaś. Uwierz, że ja też nie jestem z tego powodu zadowolony.
         - Wiesz może, kim będę musiała się zająć?
         - Malfoyem.
         Dziewczyna momentalnie zapomniała o męczącym ją upale i z hukiem odłożyła teczkę służącą jako wachlarz.
         - Cooo?! Czy ten człowiek oszalał! Mam pomagać tej zapchlonej fretce?!
         - Ja mam niewiele lepiej. Przydzielili mi Zabiniego.
         - Ale ja się nie dam rady z nim dogadać! Całe życie wyzywał mnie od szlam!
         - Próbowałem coś z tym zrobić, ale Kingsley nie chce o niczym słyszeć.
         - Już ja sobie z nim pogadam - warknęła panna Granger i jak burza wybiegła z gabinetu, zostawiając przyjaciela w całkowitym osłupieniu.
         - I pomyśleć, że zawsze była ostoją spokoju - westchnął brunet, biorąc do ręki teczkę, żeby się powachlować.

#################################################

         Bez pukania wparowała do gabinetu ministra magii.
         - Z jakiej racji mam pomagać tej zapchlonej, snobistycznej, tlenionej fretce!!! - wrzasnęła Hermiona patrząc na siedzącego przy biurku Shacklebolta. Mężczyzna wytarł pot z czoła i podniósł wzrok znad papierów.
         - Ktoś musi pomóc panu Malfoyowi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Uważam, że ty jesteś najlepszą osobą do tego zadania.
         - Przecież doskonale wiesz, że my się prędzej pozagryzamy niż zaczniemy współpracować.
         - Właśnie dlatego... - wypowiedź ministra przerwało pukanie do drzwi. - Proszę!
         W progu stanął wysoki, przystojny blondyn ubrany w powycierane na kolanach spodnie i czarną koszulkę bez rękawów. W tym stroju i opadających w artystycznym nieładzie na czoło włosach wyglądał jak typowy bad boy.
         - Dzień dobry - odezwał się, rozglądając po gabinecie - Miałem przyjść ... Oooo... kogo moje oczy widzą. Królowa szlamowatych kujonów Granger.
         - Oooo... król tlenionych tchórzofretek Malfoy - odgryzła się Hermiona. - Widzę, że w Azkabanie nie nauczyli cię pokory.
         Na wspomnienie o więzieniu mina blondyna na chwilę spochmurniała, jednak po chwili na jego arystokratycznym obliczu znów zagościł ironiczny uśmieszek.
         - Panie Malfoy, proszę się wyrażać - wtrącił Kingsley, aby zapobiec nadciągającej kłótni - Oczywiście pamiętam o dzisiejszym spokaniu. Proszę, oboje zajmijcie miejsca.
         Usiedli zabijając się wzrokiem.
         - Przedstawię wam teraz pokrótce mój plan. Draco przejdzie szkolenie na aurora poprowadzone przez ciebie Hermiono, a następnie, aby sprawdzić, jak sobie radzi przydzielimy wam obojgu jakąś misję.
         - Dlaczego morderca bez serca ma zostać aurorem! - zawołała Hermiona z oburzeniem.
         - Nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz pojęcia Granger - wysyczał Draco przez zęby. Jednocześnie zerwali się z miejsc celując w siebie różdżkami.
         - Proszę, zachowajcie spokój. Macie współpracować, a nie walczyć - powiedział minister, starając się załagodzić atmosferę, która w tym momencie była tak gęsta, że bez problemu można by ją pokroić nożem. - Na początek uściśnijcie ręce na zgodę.
         Krzywiąc się jak przy jedzeniu cytryny, schowali różdżki i podali sobie ręce. Kiedy ich dłonie się zetknęły oboje przeszedł dziwny, ale przyjemny dreszcz.
         - Bardzo dobrze - odparł Kingsley z wyraźną ulgą w głosie. - Myślę, że najlepiej będzie zacząć od jutra.

###################################################

         Całkowicie wyczerpana upalnym dniem Hermiona teleportowała się do swojego małego mieszkanka na przedmieściach Londynu. Zdjęła niewygodne buty i rozpuściła włosy z ciasnego koka. Chwilę później poczuła, że do nóg łasi się jej ukochany kuguchar.
         - Cześć Krzywołapku - powiedziała biorąc pupila na ręce. - Zaraz się tobą zajmę.
         Weszła do salonu i usiadła na wygodnym fotelu.
         Nie było jej jednak dane nacieszyć się chwilą wolności od obowiązków, bo usłyszała głośne pukanie. Postawiła kota na ziemi i poszła otworzyć drzwi. Do środka wpadł zdyszana Ginny.
         - Opowiadaj o co chodzi z tym projektem. Harry cały dzień jest jakiś struty i nie chce pisnąć słówka na ten temat - powiedziała oburzonym głosem rudowłosa.
         - Naprawdę nie ma o czym mówić - odparła Hermiona. - Chodzi o pomoc dla tych, którzy niedawno wyszli z Azkabanu. Mam wyszkolić Malfoya na aurora i później pojechać z nim na jakąś misję. Masakra.
         - Że co?! Masz pracować z kimś, kto cię przez tyle lat poniżał?!
         - Dokładnie tak. Nie mam pojęcia jak wytrzymamy nie zabijając siebie nawzajem.
         - A co Harry ma z tym wspólnego?
         - Jemu przydzielili Zabiniego.
         - To tysiąc razy lepiej niż Malfoy. Nie możesz czegoś z tym zrobić?
         - Próbowałam rozmawiać z Kingsleyem, ale skończyło się na tym, że musiałam "pogodzić się" z tą tchórzofretką.
         Ginny już otwierała usta by coś powiedzieć, kiedy rozbrzmiał dźwięk magicznego pagera.
         - Potrzebują mnie w Mungu - oświadczyła, wyjmując piszczące urządzenie z kieszeni. - Trzymaj się Miona. I jakby fretka coś nabroiła, daj mi znać. Już ja się z nim rozprawię.
         Obie kobiety wybuchnęły śmiechem i rudowłosa zniknęła za drzwiami.

#####################################################

Oto pierwszy rozdział mojego pierwszego fanfiction z Harry'ego Pottera. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy. Postaram się wstawiać co najmniej jeden rozdział w tygodniu. <3 <3

Pozdrawiam cieplutko (-;

piątek, 28 kwietnia 2017

Witam

            Witam na moim nowym blogu!!! Od niedawna mam obsesję na punkcie fanfiction z Harry'ego Pottera (szczególnie Dramione). Dlatego też sama postanowiłam zacząć coś pisać. Moim pierwszym opowiadaniem będzie "Odcienie szarości", ale w międzyczasie postaram się dodawać także jakieś miniaturki. Opowiadanie będzie się także pojawiało na wattpadzie (KLIK) . Nie przedłużając, zapraszam na pierwszy rozdział!!!😊😊😊😊