wtorek, 26 grudnia 2017

ODCIENIE SZAROŚCI ROZDZIAŁ 5

         - Co ty tu robisz Granger? - usłyszała za sobą szyderczy głos. Odwróciła się w jego kierunku. Ujrzała znienawidzonego mężczyznę. Pierwszy raz widziała go w tak żałosnym stanie. Platynowe kosmyki sterczące we wszystkie domagały się mycia, nieogolony zarost odznaczał się na bladej twarz, pod oczami wykwitały szaro-fioletowe sińce. Ubrania były w równie złej kondycji. Wymięte i poplamione ognistą whisky przedstawiały prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy.
         - Halo! Mówię coś do ciebie! Ogłuchłaś?!
         Otrząsnęła się i oderwała wzrok od blondyna, odchrząkając cicho.
         - Jestem tu z polecenia Ministra - odparła sucho. - Mam cię przekonać do kontynuowania szkolenia.
         - Niepotrzebnie się fatygowałaś - burknął, podchodząc do stojącego w kącie barku. Nalał sobie pełną szklankę bursztynowego trunku. Nim jednak zdążył podnieść ją do ust Hermiona machnęła różdżką i wytrąciła mu naczynie z ręki.
         - Oszalałaś Granger?! To moja ostatnia butelka ognistej!!! - wrzasnął, by chwilę później, zataczając się lekko, ruszyć w stronę lekko przestraszonej kobiety. Niestety, po drodze nie zauważył leżącej na podłodze, drogocennej skóry tygrysa, przez co runął jak długi na posadzkę, boleśnie obijając sobie twarz. Z powodu nieznanych przez samą siebie pobudek kobieta podbiegła do leżącego arystokraty i złapała go za rękę, by pomóc mu wstać.
         - Nie dotykaj mnie szlamo! - wrzasnął Malfoy, odpychając rękę Hermiony.     Panna Granger natychmiast się odsunęła, jednocześnie czując ból w okolicy blizny na przedramieniu. Powstrzymała syknięcie, nie chcąc dać do zrozumienia, że obraźliwe przezwisko zrobiło na niej wrażenie. Patrzyła jak mężczyzna niezdarnie wstaje i po chwili bezwładnie opada na kanapę.
         - Co ty ze sobą zrobiłeś Malfoy - powiedziała głosem, wyrażającym głębokie obrzydzenie. - Nigdy nie sądziłam, że pan dumny arystokrata doprowadzi się do takiego stanu. To naprawdę żałosne.
         - Zamknij się! - warknął. - Nic o mnie nie wiesz! Nie masz prawa mnie osądzać!
         - Bo co? Nic nie możesz mi zrobić, a ktoś wreszcie powinien wykrzyczeć ci prawdę prosto w twarz - odwrzasnęła. - Jesteś żałosnym wrakiem człowieka Malfoy i to na własne życzenie. Teraz najlepiej jeszcze się poddaj! Wróć do Azkabanu! Dementorzy chętnie przywitają cię pocałunkiem!
         - Mówiłem ci żebyś się zamknęła! Nie będzie mnie pouczała jakaś głupia szlama! - powoli zaczynał tracić cierpliwość. Gorączkowo przetrząsał kieszenie w poszukiwaniu różdżki. W końcu odnalazł zgubę i wycelował nią prosto w kobietę.
         - Proszę bardzo! Tylko spróbuj rzucić zaklęcie, a zjawią się aurorzy, by zabrać cię do Azkabanu. Uprzedzam, że nie będziesz miał żadnej możliwości na ułaskawienie.
         Wściekle odrzucił magiczny atrybut, na co Hermiona wyraźnie odetchnęła.
         - Nikt z was nie wie jak to jest - mamrotał pod nosem. - Nikt z was nie musiał torturować niewinnych ludzi, oglądać ich śmierci. Nikt z was nie był zmuszony do zostania śmierciożercą.
         Szlachetne serce panny Granger ścisnął żal. Mimo wszystko bardzo współczuła Malfoyowi. Wiedziała, że nikt nie zasługuje na taki los.
         - Właśnie dlatego chcemy ci pomóc - odparła cicho. - Chcemy dać ci szansę na normalne życie.
         - Zrozumiesz wreszcie Granger, że tacy jak ja nie mają szansy na normalne życie - prychnął. - Paskudna przeszłość nigdy nie przestanie mnie prześladować. Czy to w snach, czy w szyderstwach wypowiadanych przez ludzi na ulicy.
         - W takim razie może warto coś zrobić, aby przyszłość zarysowała się w lepszych barwach.
         Podniósł spuszczoną do tej pory głowę i spojrzał na nią pełnymi goryczy oczami. W jednej chwili był wściekłym, pewnym swoich racji, lecz lekko podłamanym ślizgonem, by zaraz później zmienić się w kogoś słabego, odartego z dumy. Serce Gryfonki ścisnął jeszcze większy ból. Trwali w milczeniu przez kilka minut, wpatrując się w siebie intensywnie. W końcu Hermiona przerwała kontakt wzrokowy i odchrząknęła cicho.
         - Ja już muszę iść - odezwała się, kierując w stronę wyjścia. - Nie zapominaj o tym, że masz wybór. Tylko od ciebie zależy, którą drogą pójdziesz.
         Nie doczekała się odpowiedzi, dlatego nie patrząc za siebie wyszła z pomieszczenia.

####################

         Przyszła do pracy wyjątkowo wcześnie i ku jej wielkiemu zdziwieniu drzwi do gabinetu były otwarte, mimo że z pewnością zamknęła je dzień wcześniej. Powoli weszła do środka, a jej oczom ukazał się kolejny szokujący widok. Otóż na fotelu leżał jak gdyby nic Draco Malfoy z bezczelnie rozwalonymi na jej biurku nogami.
         - Kto cię tu wpuścił? - zapytała ze złością.
         - Sam się wpuściłem - odparł, a na jego wyjątkowo przystojne oblicze wkradł się typowy, złośliwy, ślizgoński uśmieszek. Wygląd mężczyzny diametralnie zmienił się w stosunku do wczorajszego dnia. Jego twarz była umyta, świeżo ogolona, ubrania czyste i jak zwykle ostatnio, wystylizowane na typowego bad boya. Włosy nie przypominały wroniego gniazda, a były ułożone w artystyczny nieład. W powietrzu dookoła niego nie unosił się odór alkoholu, lecz zapach subtelnych, męskich perfum. Krótko mówiąc, przedstawiał naprawdę miły obraz dla oka.
         - Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej - odezwał się, puszczając oczko do kobiety, na co ta prychnęła z oburzenia. Postanowiła nie komentować jego bezczelnej uwagi.
         - Złaź z mojego fotela!
         - Już, już. Nie gorączkuj się tak.
         Podniósł się z fotela, by chwilę później bezlitośnie opaść na kulawe, skrzypiące krzesło, stojące po drugiej stronie biurka.
         - Widzę, że meble wciąż czyhają na życie każdego, kto ich użyje.
         Zignorowała jego uwagę i usiadła na swoim miejscu, by przed rozpoczęciem dalszego szkolenia przejrzeć poranną pocztę. Musiała się trochę uspokoić.
         - Dobrze wybrałeś Malfoy - powiedziała , nie podnosząc wzroku znad kartki. - Ale skąd taka decyzja?
         - Przemyślałem kilka spraw - odparł, wzruszając ramionami.
         - Czyżby moje słowa przemówiły ci do rozumu?
         - Nie schlebiaj sobie. Po prostu zrozumiałem, że gdybym trafił z powrotem do Azkabanu motocyklem chętnie zająłby się Blaise. Moja śliczna Eleanor nie przeżyłaby tego.
         - Jaka Eleanor? - zapytała podnosząc wzrok i brwi. Nic nie słyszała o tym, jakoby Malfoy miał jakąś dziewczynę.
         - Mój motocykl - odparł ze zdziwieniem. - A co myślałaś?
         Wywróciła oczami i wróciła do przeglądania papierów.
         - Nigdy nie zrozumiem facetów - westchnęła.

####################

Bardzo Was przepraszam za tak dłuuugą przerwę, ale w moim życiu działo się ostatnio dużo rzeczy. Nowa szkoła, ogrom pracy i te sprawy. Jednak nie martwcie się, nie zamierzam porzucić pisania, bo to pasja, która rzeczywiście pozwala mi się realizować. Poza tym jako postanowienie na 2018 rok wpisałam sobie: "Pisać, pisać, pisać rozdziały!!!" ;-)
Postaram się jeszcze coś naskrobać w czasie przerwy świątecznej, ale nic nie obiecuję.
Trzymajcie się cieplutko :-* <3

Zoe Collins


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz